"... kierujemy się na ogół tą maksymką, moc radości wzmacniać smutku odrobinką..." Jeremi Przybora
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kalendarz w kuchni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kalendarz w kuchni. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 października 2015

Najwspanialsi...


... Starsi Panowie dwaj, co to wespół w zespół dają ciągle tak nieskończenie wiele rozkoszy, 
kończą dziś 57 lat...

(źródło: Wikipedia)

... bo tyle mija od emisji pierwszego Kabaretu.

Jak dobrze, że z rozkoszy tego świata ilości niepomiernej zostaje nam po latach NIE tylko herbaty szklanka wiernej...


... i nieraz się w piernatach pomyśli w porze nocnej, dzięki ci o świecie za youtuby i inne takie, a i za płyty, i za starodawne magnetofony szpulowe, które pozwalają nam wracać w magiczny, muzycznie i słownie ulotny, dowcipny, dopieszczający dogłębnie duszę, świat... Bo można mieć willę z ogródkiem, można mieć garaż  i auto, i wizję, i fonię, i pralkę, i frak, ale bez Starszych Panów ach czegoś, ach czegoś byłoby brak! 

Ja dziś świętuję oczywiście herbaty szklanką wiernej i słuchaniem piosenek dobrych na wszystko, choć nieco roztrzęsiona bo rozbiegana pomiędzy Starszymi Panami a konkursowiczami od pana Fryderyka...

... ale i to przewidzieli Starsi Panowie... 








Życząc pięknej jesieni
pozdrawiam dżdżyście:-)

Edyta z Kubkiem Kawy




wtorek, 17 lutego 2015

Mruczę, więc jestem

mrrrrrrrrrr rmrrrrrrrrrmm mmmmmmrrrrrr
grrrr grrrrrrrrrr grrrrrrrrrrrrr grrrrrrrrrrrrrrrrrrr grrrrrrrrrr 

Bracia i Siostry w Futrze!
 Sierściuchy i Sierściuszki!
dziś nasze wielkie święto

mmmmm mrrrrrrrrrrrrrrrrrrrmmmmmm mmrrrrrrrrrrrrr
grrrrrr grrrrr gggggggrrrrrrrrrr grrrr

dziś
Światowy Dzień Kota
dlatego

Koty! 
Kiciaczki! 
Kociaczki!
 Kotki! 
Kocurrry! 

życząc Wam 

głaskania wyłącznie z włosem
ciekawych wypraw w nieznany świat Niedomkniętych Szuflad
wielkiej częstotliwości "psyyyk" otwieranej puszeczki
parapetów w słońcu
i
ciepłych kaloryferów

grrrr grrrrrrrrrr grrrrrrrrrrrrr grrrrrrrrrrrrrrrrrrr grrrrrrrrrr 

zapraszam na zerknięcie okiem na to, co lada moment
nasi państwo... 
WRÓĆ!
nasza służba!!
będzie mogła wylicytować i nabyć na 
okołokocim straganie w 

dla równowagi estetycznych doznań
bo to, co możecie niżej obejrzeć
poza boskimi zdjęciami Pani Domu Tymianka - Ori
w którym to domu
prócz mojej i Waszej, drodzy Bracia i Siostry w Futrze, Rodziny
ośmielają się też mieszkać ci szczekający nieokrzesani pchlarze, których nazwy tu nie wymienię...

no więc poniżej, poza zdjęciami Ori 
nie ma być może na co rzucać okiem, ech...
nie dopuszczono mnie bowiem prych! prych! do większości prac
wyobraźcie sobie, że
bez mojego nadzoru umieszczano spinacze! 
dowiązywano wstążki i sznureczki!
więc dla zachowania równowagi doznań estetycznych / duchowych
przedłożę Wam też kilka myśli okołokocich
w których przedstawiciele ludzi wyrazili zdecydowanie słuszne poglądy o nas
grrrrrrrrrrrr  grrr grrrrr grrrrrr mmmmmmmmmmrrrrrrrrr
KOTACH! 





"Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: 
miłośników kotów 
osoby poszkodowane przez los"
Wiktor Hugo

Słusznie powiada ten cały Hugo, kimkolwiek on jest. Chyba ktoś znany, bo w moim domu, na półkach w jednym z pokojów, stoi kilkanaście książek z tym nazwiskiem na grzbiecie. Wnioskuję z ilości, iż ów Hugo NA PEWNO pisała o nas, bo o kim można tyle napisać? 







"Któż to wie, czy kiedy baraszkuję ze swoją kotką, 
to naprawdę ja mam z tego uciechę, 
czy też to ona zabawia się moim kosztem?"
Michel de Montaigne

Phi! A taki niby z niego myśliciel był... 






"Aby mieć właściwe spojrzenie na własną pozycję w życiu, 
człowiek powinien posiadać 
psa, który będzie go uwielbiał 
i
 kota, który będzie go ignorował"
Derek Bruce

Ignorancja podstawą właściwych kontaktów z człowiekiem!


Futrzaki i Sieruściuszki!
Bracia i Siostry w Futrze!
Świętujmy! 
Świętujmy dziś i świętujmy każdego dnia
jak to zresztą czynimy
choć nikt z ludzi jeszcze się w tym nie połapał!

Żegnam Was ciepło i świątecznie
grrrrrrrrr mrrrr grrrrrrrrrrr ggrrr
i udaję się do szafy, na skrzynkę z narzędziami z przepysznie puszystym kocykiem na wierzchu
gdzie odbędę południową drzemkę
dla złapania sił
przed drzemką popołudniową 
na mięciutkim oparciu kanapy
tuż koło ciepłego kaloryfera
grrrrr grrrrrrrrggggrrrrrrrrrrrrrr mmmmrrrrrrr grrrrrrrrr

Wasza Tygryssa Tygrysowicz de domo Sierściuch


p.s. 

i moja ulubiona cytata:-)

 "Kobiety i koty zawsze będą robić 
to, co chcą, 
a mężczyźni i psy 
powinni się zrelaksować
 i 
powoli oswajać z tą myślą"
Robert A.Heinlein

No ba!!!!!! :-)

sobota, 14 lutego 2015

Poddaję się sercowemu nastrojowi...

i nawet odrobinkę wzmacniam ów błogi klimacik dnia

nie poddaję się makdonaldyzacji
never!
ale oddaję się własnej potrzebie małych przyjemności na co dzień

dziś piję kawę z każdego sercowego kubka
i każdej serdecznej filiżanki


rozważam zgodność przesłań kubkowych z moim światopoglądem miłosnym:-)


słucham właściwych, niezbędnych dla podkręcenia nostalgicznego nastroju, piosenek 
KLIK 
KLIK 
a zwłaszcza KLIK 
mimo iż jestem -mniej lub więcej - jak związki zawodowe:
samorządna, niezależna i samofinansująca
to jednak odrobina...:-)

kocie notesy dla Fundacji "Dom Tymianka" podsypuję sercami 



a gdzieś tam, w środku mnie, brzęczy mi cały czas Brel

"Ujrzeć..."

Ujrzeć rzeki skute lodem
- i zapragnąć być wiosną,
ujrzeć ziemię, która płonie
- posiać się w niej piosnką.
Ujrzeć swe dwadzieścia lat
- i znowu je strwonić,
za grabarzem pobiec w ślad
- z uściskiem dłoni.

Ujrzeć barykadę stromą
 - zapragnąć jej bronić,
przed pułapką zastawioną
nie zawrócić koni;
ujrzeć przedmieść biednych szarość
- zapragnąć być Renoirem,
i wrogom zapamiętałym
krzywd nie pamiętać wcale. 

W znużeniu, u schyłku życia
pragnąć przeżyć je raz jeszcze
- ujrzeć znów miłość w rozkwicie,
spłonąć w niej bez reszty...

Ujrzeć lęku daremną jałowość
i pędzić go precz od siebie,
i ujrzeć swą znikomość,
i śpiewać, jak ptak na niebie.

... Oto, co roję sobie,
czego pragnę dla siebie,
odkąd marzę o tobie,
odkąd kocham ciebie.
----------------------

i choć niektórzy mają całkiem w beżowym nosku sercowość dzisiejszego dnia
i w ogóle mają całkiem w beżowym nosku
całe to wielkie słowo na M


to ja i tak wierzę, że


i zgadzam się z Królem Julianem, iż 
"Miłość to muzyka, która w sercu człowieków pika!"

a w nocy przeczytam po raz któryś


bo to, już od czasów licealnych, moje dyżurne polskie"Love story"
i to z bardzo szczęśliwym finałem
i z muzyką Chopina naokoło

a co!!
a czemuż by nie!!??
każdy ma prawo się 
doromantycznić
w Walentynki
nawet zgorzkniałe, kwaśne jak cytryna, wredne stare panny:-))))))))

a
specjalnie dla Was
mam 
(nabyłam właśnie w naszej pysznej, bliskodomej cukierni)


jako załącznik do pełnych serdecznych myśli pozdrowień:-) 

Edyta z Kubkami Pełnymi Serc
i Kawy

p.s. 
Warto kochać!




czwartek, 12 lutego 2015

Nie mogę dziś za wiele napisać...


... bo mam palce unurzane w pysznym, miętowym lukrze... mmmmm... dodatkowo tu i ówdzie opada, tworząc małe śnieżne zaspy, cukier puder... bo moja Mama lubi pączki tylko w pudrowej otoczce... a ja tylko lukier... mmmm... pyszota... rozkosz... szaleństwo... w naszej cukierni na półkach rozparły się, między innymi, moje ukochane pączki z różaną konfiturą i skórką pomarańczową na odrobinkę miętowym lukrze... mmmm... na ziemi też może być niebo...



...ryzykując oblepienie książki lukrem... mmm... konfiturka różana... mmm... otworzyłam profesora Bralczyka "Jeść!!!" na haśle "pączki" i wyczytałam, że nazwa "pączek" wzięła się prawdopodobnie od "pęczka" rozumianego w tym wypadku ... o! lukier spadł mi na literkę U... jako "kłębek", "węzełek", w każdym razie coś bardzo okrągłego... a smakowite "czuć się jak pączek w maśle" ma swój początek aż  XVI wieku, czego się nie spodziewałam... 

... jako nieustraszona wielbicielka pączków i tropiciel pączkowiedzy wynalazłam też w książce Michaela P. Foleya "Dlaczego jemy ryby w piątek?", a traktującej o zwyczajach, tradycjach mieszanki narodowo - kulturowej Stanów Zjednoczonych, informację, iż "szczególnie interesujące są pączki, po pierwsze dlatego, że są dość dobrze znane w wielu regionach Stanów Zjednoczonych, a po drugie ponieważ dorobiły się grupy zagorzałych zwolenników, dysponujących nawet własnym lobby - National Pączki Promotional Board (Narodowy Komitet do Spraw Popularyzacji Pączków)"... słyszycie??? Popularyzacja Pączków! Komitet! NARODOWY!! pączek sprawą wagi narodowej!... jestem dogłębnie poruszona... i wzruszona... z tej okazji zjem trzeciego dziś pączka... bo zasadniczo to w Tłusty Czwartek, z założenia!, zjadam dokładnie siedem pączków, plus kawa oczywiście... i nic więcej, bo nic więcej już nie zmieszczę:-) no chyba, że... ósmego pączka:-) 

... a komu się marzą rozkosznie pyszne, łatwe w wykonaniu, cudnie kuliste, małe pączusie ziemniaczane i to całkiem, zdecydowanie na słodko pączucie, proszę zrobić KLIK i tam, od roku już, leży ów genialny przepis i czeka na kolejnych pączkofanów:-)


... a ja jednak, bo mimo wszystko trzeba robić przerwy w pączkopożeraniu, ruszam do działań... Fabryka Małych Przyjemności przygotowuje się na świętowanie Dnia Kota w Domu Tymianka! to lubimy:-)



... nie byłabym sobą, gdybym na koniec nie zakrzyknęła:

Pączkofani wszystkich krajów łączmy się!

Jawnożercom i skrytożercom pączkowym mówimy stanowcze TAK!

Smacznego dnia:-)

Edyta z Palcami w Lukrze:-)


p.s. dla jasności - komputer to może i bym zaryzykowała ufąflać lukrem, ale książkę? żame! newer! nikagda! nigdy! 



wtorek, 20 stycznia 2015

Miś o Bardzo Małym Rozumku







"Puchatek z Prosiaczkiem w złocisty wieczór wracali zamyśleni do domu i przez dłuższy czas milczeli.

- Powiedz, Puchatku - rzekł wreszcie Prosiaczek - co ty mówisz, jak się budzisz z samego rana?

- Mówię: "Co też dziś będzie na śniadanie?" - odpowiedział Puchatek. - A co ty mówisz, Prosiaczku?

- Ja mówię: "Ciekaw jestem, co się dzisiaj wydarzy ciekawego."

Puchatek skinął łebkiem w zamyśleniu.

- To na jedno wychodzi - powiedział."




Dziś 
Dzień Kubusia Puchatka! 

Sto lat Puchatku:-)
Sto lat Mieszkańcy Stumilowego Lasu:-)


p.s. Zepsuła mi się lampka czytająca. To znaczy, gdy włączyłam lampkę wczoraj w nocy, żarówka zrobiła bardzo donośne PUUUUUUCH!!!!! Jakby powiedział Prosiaczek, pękłam żarówkę. Choć nie upadłam na nią brzuszkiem, a tylko zrobiłam pstryk! I owa żarówka nie dość, że nasmrodziła spalenizną, nie dość, że wystraszyła Tygryssę, nie dość, że wystraszyła Mamę (nie dotykaj, nie dotykaj!), nie dość, że spaliła gwincik w lampce, to wyrzuciła korek od gniazdek w domu! Ba! Ona wyrzuciła go nawet w piwnicy w Wielkiej Centrali Korków, Której Zasadniczo Boję Się Dotykać, Ale Nie Mam Wyjścia. 
W środku nocy udałam się na spacer do piwnicy w  piżamie w słoniki, grubych skarpetach w paski, pracowniczej, wymazanej farbkami bluzie od dresu i z mokrymi włosami. I oczywiście spotkałam sąsiada, co to mu przeszkadza czasem, gdy używam dziurkacza. Jako kobieta po chemioterapii i przeszczepie szpiku często lekce sobie ważę, jakie robię wrażenie na ludziach, bo wiem, że ubieranie się ma sprawiać przyjemność mi, a nie innym! A jednak jakoś tak... te słoniki... te przylizane wodą włosy... 
Ale wracając do meritum, to jest do zepsutej lampki. Przy czymś przecież trzeba czytać, prawda? Z drugiej strony sofy mam lampkęniedoczytaniaadomiłegonastroju czyli niezbyt jasną. Włączyłam, za ciemno by czytać. Zdjęłam fabryczny abażurek, żarówka, choć niby słaba, to razi okropnie. 
Zgodnie z zasadą "człowieku, zrób sobie sam" zrobiłam więc sobie Najszybszy Abażurek Świata. 
Dopóki nie skończę, wspaniale w duchu i stylu wiktoriańskim napisanej, książki (Nagroda Bookera 2013!!!) lub nie naprawi się czytająca lampka, moja lampka do czytania wygląda tak:


Jest nastrój? Według mnie, jest:-)

I jeszcze jedno post scriptum. 
Jutro zapraszam na loteryjkę! A dziś leciutko uchylam wieczko Baryłeczki Do Przechowywania Różnych Różności, w którym ukryta jest zawartość loteryjki... 



Ciepło, jesiennie, choć to zimę niby mamy, optymistycznie, z prosiaczkową ciekawością dnia
pozdrawiam:-))

Edyta z Kubkiem Kawy

wtorek, 21 października 2014

Ble ble bl bllllllle*

Bleeee bl ble blllle ble blll blyy blee...

Bllle Bllblbl bl Bbbleeeeeeeee:-)

Ble ble bllle ble...
Ble ble ble...
Bleee blblbl bllle bleebl bll,
blllle blble ble ble:-))))
ble bllleee bleble ble blebleee blblbl bllle bleebl bll:

Ble bl bleee blb bllle bleebl bllee!

Ble blyy... bleblubu:-)**






Ble bly blabla blyy bleee, blaaaa bly bly bla bllllleeee.***



Ble bluuu bly blee: Bluuuup blyyy bleeee!!!!
Bluuy bl Blaa Blyy****

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Przekład z bełkotliwego na polski : Tygryssa Tygrysowicz de domo Sierściuch


* Dzień Paplaniny i Bełkotu

** Dziś kalendarz w kuchni głosi, iż jest

Dzień Paplaniny i Bełkotu:-) 

No cóż tu dużo mówić...
I co powiedzieć...
Tyle paplaniny i bełkotu wokół, 
a zwłaszcza tu i teraz:-))))
że za najbardziej potrzebne zdanie dzisiaj uznam to:

Milczenie jest złotem!

Reszta jest... zdjęciem:-)


*** A tu moje ulubione "śmieci" z ulubionej I Kropki, czyli dołki po gwiazdkach w roli głównej.


**** Z serdecznościami i postulatem: Jak najmniej bełkotu!!!!
Edyta z Kubkiem Kawy


poniedziałek, 20 października 2014

Korespondencyjna adopcja:-)

Mój kalendarz w kuchni pokazuje dziś 

Dzień Psiej Adopcji:-)

Bez obaw, bez obaw!:-) 
Nie będę Was dziś namawiać do szybkiej adopcji psiaka lub kota. 
Taka sprawa   m  u  s  i   być przemyślana. I to przemyślana w każdym szczególe. Myślę sobie, że połowa spontanicznych adopcji kończy się właśnie w taki sposób. Albo też połowa psich zakupów przedstawiciela rasy na czasie. Kończy się właśnie tak, że niechciany i zagubiony zwierzak poszukuje nowego domu, nowego opiekuna, ciepłej ręki, która pogłaszcze i nakarmi, i ciepłego serca, które przytuli sierściuszka vel futrzaka.

Często używam wyrazów "chyba","raczej", 'wydaje mi się", ale tym razem użyję zdecydowane wyrazu "uważam" i to z wykrzyknikiem:-) 
Zdecydowanie uważam!, że skoro człowiek wywołał wilka z lasu:-) i uczynił sobie z niego pomocnika, towarzysza życia, przyjaciela to ma też obowiązek opiekować się tym byłym wilkiem po wsze czasy. Tak w ogóle (bo i pozostała zwierzyna, jak sarny, dziki, egzotyczne dla nas tygrysy, słonie, i tak bez końca), ale i w szczególe (bo odpowiedzialność za pojedyncze życie własnego psa czy kota). Wiem że to tak górnolotnie (po ludzku pisząc: z grubej rury!) brzmi, ale jakby nie patrzeć to my odpowiadamy za to, co dzieję się z naszymi zwierzętami. A czasem odpowiedzialność nasza bywa tak głupia, szczeniacka i okrutna, że nie wypada nawet używać tego wyrazu.

A więc bez obaw!! Nie będę namawiać do rzeczywistej, fizycznej adopcji psiaków i kotów. 
Choć jeśli sprawę przemyślicie i kiedyś... :-))))))  

Wracam do kalendarza w kuchni, gdzie dziś Dzień Psiej Adopcji. I choć nie zamierzam, jak już podkreślałam, namawiać Was na adopcję psa (czy kota:-)) to, z okazji takiego dnia!, spróbuję Was namówić na...

korespondencyjną adopcję psa lub kota:-) 



(Autorką wszystkich zdjęć pięknych pyszczków jest Ori - Niezrównana, Niezmordowana Gospodyni Domu Tymianka i Przytulmiankowa, która mam nadzieję mnie nie udusi, że "poczęstowałam" się Jej zdjęciami:-))


To byłby niewielki wysiłek obklikania raz w miesiącu konta bankowego. 

I mały / średni wysiłek finansowy przekazania raz w miesiącu kwoty 10 - 20 złotych. 
A może, jak kto może:-), coś pod 30 złotych.

Byle tylko zaadoptować psiaka lub rozkosznego mruczacza na czas dłuższy,
na przykład na rok. 

Choćby na rok:-) 


Jak zawsze odeślę Was do 
Domu Tymianka
(i fundacji Tymianka)
a od niedawna, na dniach wręcz 
jednocześnie do
Przytulmiankowa

To tu właśnie Ori wraz z Panem Domu Tymianka
opiekują się 
niechcianymi, starszymi i młodszymi, 
porzuconymi, często bardzo skrzywdzonymi,
zbieranymi po całej Polsce
psami i kotami.

Przytulmiankowo znajduje się na terenie oddanym Fundacji nieodpłatnie przez Ori i Jej Męża, 
którzy także opiekują się całą kocio-psią ekipą, wożą do weterynarza, 
opatrują, pieszczą, 
składają w jedną całość ogrodzenia, wymiatają wszystkie brudy, 
myją wszystkie miski 
drapią każde ucho:-) 

Z całego tego pięknego towarzystwa niech Wasze serce wybierze ulubieńca na oko:-)
i pamiętajcie o nim przez dłuższy czas.

Takie 10 - 20 złotych miesięcznie to i nic, i bardzo wiele. 
Może to być niemal nic, dla tego który daje i baaardzo wiele dla psiej michy:-)

Naprawdę doskonale wiem o tym, że 20 złotych może stanowić kawał kasy w domowym budżecie. 

Jednak z drugiej strony, gdy odpuszczę sobie dwa miesięczniki, z których nic mi nie przychodzi, 
poza kilogramem reklam i jednym dobrym artykułem,
 i zrobię z tymi pieniędzmi coś sensownego 
to jest mi odrobinkę lepiej na duszy. Nieco cieplej:-)

Przepraszam, że tak Was nagabuję. Bardzo przepraszam. 
Nie nalegam, naprawdę. 
Ale pomyślałam sobie, że może też byście chcieli poczuć takie ciepło:-)


A dla przyjemnego dnia
kilka miłych spojrzeń:-) 


Sopelek z beżowo - rudym noskiem



Przyjaciele na zawsze:-)



Filozoficznie zamyślony Mufinek 



Cudnie posiwiały pyszczek



A to mój ulubieniec, Bombik, do którego mam słabość, bo jesteśmy tak podobni do siebie:-)
Jak dwie krople wody! 

Gospodyni Domu Tymianka i Przytulmiankowa - Ori, opisała Bombika jako pękatego krótkołapka.
To tak jakby opisała mnie:-)
Tylko ja, niestety, nie mam tak pięknie brązowo - bursztynowych oczu i miękkiej sierści.
Oraz mokrego nosa.
I wąsików, jak w "Aksamitnym króliku", do wykochania...
Ale za to mam tak samo różowy język:-)




Życząc Wam pięknej, nie psiej:-), pogody jesiennej i mnóstwa pozytywnych doznań w niemal ostatnim tygodniu października, pozdrawiam ciepło:-)

Edyta z Kubkiem Kawy


ps. "Człowiek tyle jest wart, ile warte są sprawy, którymi się zajmuje."
                                                                                             (mój ulubiony bardzo) Marek Aureliusz



niedziela, 5 października 2014

Uśmiechacze wszystkich krajów łączmy się!


Kalendarz w kuchni głosi, a nawet radośnie krzyczy, że dziś 

Światowy Dzień Uśmiechu! 

i z tej okazji 
przesyłam Wam 
wielce serdeczny
ogromnie ciepły
bardzo pozytywnie naładowany


Niech się święci Dzień Uśmiechu!

Postanowiłam sobie, że choćby nie wiem co się działo
w ten dzień
a może i tydzień...
A niech będzie i tydzień!

Cały tydzień
 będę widziała tylko same pozytywy i już!
Nie ugnę się pod burością i szarością.
Złym wiadomościami z programów informacyjnych
smutom z książek
nostalgii za odlatującymi ptakami
melancholii jesiennego dżdżu
mówimy stanowcze NIE!
I innym takim również się nie damy!
(Co oczywiście nie zmienia faktu, że niżej podpisana ubóstwia jesień szalenie.)

Przyłączycie się do pozytywnego tygodnia?

A gdyby zabrakło pozytywnej motywacji
gdyby zabrakło podłoża do hahania i hihania
zapodałam sobie
i Wam
(na wszelki wypadek)
kilka radosnych melodyjek

KLIK
KLIK
KLIK

W zanadrzu mam także ze dwa dyżurne radosne filmy
oraz
obowiązkowo
 Coroczne Jesienne Oglądanie "Siedliska".
A że do oglądania filmów bywa niezbędny popcorn to KLIK :-)


Z uśmiechem przyjaznym
pozdrawiam przejesiennie

Edyta
z Kubkiem Kawy
(który uśmiechnięty od ucha do ucha:-))


środa, 1 października 2014

Sałatka na Światowy Dzień Wegetarianizmu

Zmęczenie materiału po wyprawie po zdrowie do Katowic nastąpiło niewielkie
choć i baterie życiowe zostały doładowane uhahanym po pachy czasem podróży
i
moc energii dającą wizytą
 u naszej Przewspaniałej Rodziny
i stąd
niniejszym
krótki
bezprzecinkowy
jednozdaniowy wpis
przepisem
z okazji
Światowego Dnia Wegetarianizmu
na bardzo szybką
pyszną
wielowitaminową
wiele dobra dającą

sałatkę z kalafiora i fasoli



Ingrediencje sałatki są następujące:

1 naprawdę mały SUROWY kalafior rozdrobniony na różyczki, na małe kawałki
1 solidny, ale szczupły, ogórek pokrojony (bez pestek, ale najlepiej ze skórką) w średniawą kosteczkę
1 puszka czerwonej fasoli - odsączona i przelana zimną wodą
ok. 1/3 do 1/2 kubeczek posiekanego kopru (oczywiście może być mrożony)
ok. 2 - 3 łyżki majonez
1 - 2 ząbki czosnku, przeciśnięty przez praskę
sól, pieprz

Warzywa wrzucamy do miski, mieszamy z majonezem, przyprawiamy i WUŁALA!
Pysznościowa pyszota!
Światowy Dzień Wegetarianizmu i ja polecamy bardzo:-)


Z jesiennym uściskiem
(a jesieni w podróży moc wielką nawchłaniałam, poprzez osmozę rzecz jasna:-))
Edyta z Kubkiem Kawy


środa, 24 września 2014

Dzień na siódemkę!

Goleniów, 24 września 2014
godzina 14.20

PROTOKÓŁ 
Z PRZEBIEGU LOSOWANIA 
WYGRANEJ
w
LOTERYJCE 
PROMUJĄCEJ JESIEŃ


Organizatorami Loteryjki Promującej Jesień
(zwanej dalej: Loteryjką)

Kubek Kawy
oraz
Edyta.

Sponsorem Strategicznym
Loteryjki
jest
Wspaniała, Niepowtarzalna, Boska
 Liczba



Losowanie odbyło się dnia 24 września 2014 roku o godz. 14.07
w siedzibie
Organizatorów Loteryjki 
przy ulicy Akacjowej
trzecie okno od dołu
szóste od lewej.

Nad prawidłowością przebiegu losowania 
Loteryjki 
czuwała 
Wysoka Komisja Kontroli Gier i Zakładów Losowych
(zwana dalej: Komisją) 
w składzie:
Tygryssa Tygrysowicz de domo Sierściuch - sztuk 1
Cukinie i Kabaczki - sztuk 10



Sprawdzono homologację maszyny losującej oraz poprawność wykonania losów



zwolniono blokadę maszyny



maszyna kręciła losami 7 minut, 7 sekund i 7 setnych sekundy



i na koniec wyłapała los



z napisem 


Małgosia 
(gdyby napis na losie okazał się nie nazbyt czytelny dla czytającego niniejszy protokół).

Organizatorzy Loteryjki i jej Sponsor
serdecznie gratulują Małgosi 
i proszą o mail z adresem do wysyłki:-)

Organizatorzy Loteryjki i Sponsor
bardzo bardzo i bardzo dziękują wszystkim za udział w Loteryjce.

Organizatorzy i Sponsor Loteryjki 
niniejszym 
serdecznie przepraszają, że nie mogą 
obprezentować
wszystkich biorących udział w 
Loteryjce. 

Organizatorom i Sponsorowi Loteryjki jest naprawdę przykro, że 
mogą stać się pośrednikiem 
w tylko jednej 
małej radości
 tego wyjątkowego dnia. 



Załączniki: sztuk 1

Podpisano: 
Organizatorzy Loteryjki: 
Edyta - podpis nieczytelny
Kubek Kawy - okrągły, brązowawy, nieregularny odcisk

Sponsor Strategiczny Loteryjki:
Wspaniała, Niepowtarzalna, Boska Liczba Siedem - podpis o wyglądzie ukośnej kreski z daszkiem

Wysoka Komisja Kontroli Gier i Zakładów Losowych:
Tygryssa Tygrysowicz de domo Sierściuch - podpis bardzo czytelny
Cukinie i Kabaczki - szereg szlaczków i maziajów zielono - żółtych 


---------------------------------------------------------------------------------------

Załącznik nr 1

OŚWIADCZENIE 
POZAREGULAMINOWE 
ORGANIZATORA  LOTERYJKI
EDYTY
(nie Kubka Kawy)

A ja kończę dziś SIEDEM LAT !!!
Moje drugie SIÓDME urodziny:-) 
O godzinie 14.20 skończyłam!!! 


Niech żyją wszystkie siódemki świata! 

Niech żyją życiodajne chemioterapie!!

Niech żyje Klinika Hematologii w Szczecinie!!

Niech żyje Klinika Hematologii w Katowicach!!

Niech żyje życie!!! 

Niech żyją Dawcy!!!!!


Niech żyje mój Brat!!!!!!!

The Najdzielniejszy
Dawca Szpiku 
All Over The World :-)


Ze środka tak przyjemnego dnia
życzę Wam wieeeeeeelu małych przyjemności
(bo naprawdę warto czerpać z nich przyjemność:-))
i
wieeeeeeeeelu szczęśliwych zakończeń 
spraw 
na pozór 
nierozwiązywalnych
(a one zdarzają się częściej niż nam się wydaje:-))

Edyta z Kubkiem Kawy
lat 7 + 43 :-) 










wtorek, 23 września 2014

Minął sierpień, mija wrzesień...

wkrótce październik

 i ta 
jesień
 rozpostarła 
melancholii mglisty woal...

(autor: Magda z All things pretty)

Ukradłam lekkie i liryczne zdania od Pana Przybory (choć szczyptę zmieniłam). 

I ukradłam, pełne słońca i ducha jesieni, przepiękne zdjęcie 
od Magdy z All things pretty
 (gdzie zdecydowanie all things jest pretty bardzo). 

A mi ukradziono rozum. Jak co roku. 
Krąg podejrzanych niewielki.Maleńki. 
Prawdopodobny winny wykroczenia - jesień.

Uprzejmych znalazców mojego rozumu prosi się o kontakt tu i teraz. 
Albo może jednak lepiej... na wiosnę:-)

Jesienią czuję bardziej, że życie może być bardziej! 

Jesienią przypominam sobie bardziej, że
 "nie ceniąc zewnątrz mężczyzn wręcz (tak nie do końca może...), mam słabość do ich pięknych wnętrz". 
Jesienne zauroczenia zawsze mi się sprawdzały...

Jesienią wiem bardziej, że TO skrywa się w małych przyjemnościach.

Jesienią bardziej jest się pewnym tego, co latem tylko się wydaje.

Jesienią bardziej smakuje herbata. 
I Kabaret Starszych Panów. 
I pierniczki.
I "Czarodziejska góra".
I ciasto jesienne.
I radości.
I kawa z mleczną pianką i kardamonem.
I listy od znajomych.
I zupy i tomaty.
I smuteczki.
I naleśniki.

Bo jesień jest
BARDZIEJ...


Pięknej jesieni wszystkim Wam życzę:-)
Każdemu jego wymarzonej...

Edyta z Kubkiem Kawy

(Niestety nie Jesienna Dziewczyna,
bo jesienne dziewczyny chyba powinny być
romantyczne, zwiewne, eteryczne w każdym zakątku duszy i ciała.)


ps. mój Zestaw Małych Przyjemności Na Pierwszy Wieczór Jesieni


A Wasz Zestaw jak wygląda?

 Edyta





piątek, 21 marca 2014

Zadanie na weekend i inne inności

No i przyszła wiosna!

Wczoraj tak obtrąbili w każdym wiadomościowym programie, że już przyszła, że jest!, że jakieś tam obliczenia, że rok ma 365 dni z ogonkiem i ten ogonek stanowi, że od kilku lat wiosna astronomiczna zaczyna się 20 marca, a 21 to będzie przychodzić najbliżej dopiero w 2103 chyba, czy jakoś tak...
A ja wszystkie owe "że" podsumuję tak: PHI! A ja na to gwiżdżę!

Pierwszy Dzień Wiosny i wynikający z tego Dzień Wagarowicza, jak świat światem, zawsze świętowałam 21 marca i tej wersji będę się trzymać. Co prawda wagarowiczem, akurat tego dnia, nigdy nie byłam, z prostej przyczyny. Uwielbiałam wielce przebieranki w Dzień Wagarowicza. I tak, chcecie czy nie chcecie, macie na to siły czy też nie, zaprezentuję Wam kilka z wagarowiczowskich strojów. Oczywiście, jak to często bywa, gdy się czegoś w pudle ze zdjęciami szuka, kilkanaście fotografii diabeł ogonem przykrył. A mam gdzieś boskie zdjęcie z liceum, gdy nasi trzej klasowi koledzy (bo cała reszta z 34 osób to sama płeć żeńska była) przebrali się za pancernych, a z malucha zrobili czołg, i to czołg z wieżyczką i lufą!

Pierwszy Dzień Wiosny w 8 klasie podstawówki. Jakiś... 85 rok? (Proszę nie regulować odbiorników. Prószki i kropki to oryginalna wersja zdjęcia, taka technika jego wywołania.)



A to już Szycha, Darek i Strzecha (czyli ja).
Szycha, czyli Sylwia, i ja byłyśmy przebrane za meksykańskich gaucho, choć nazwy nie jestem pewna, taki meksykański kowboj. Miałyśmy tak wielkie tekturowe kapelusze z tektury falistej, jeden czerwony, drugi niebieski, że do klas musiałyśmy wchodzić skręcając głowę na bok. Do kapeluszy kolorystycznie dopasowane były, typowe dla gaucho, gumowce:-). Do tego narzutki z kapy w paski, apaszki z szaf maminych oraz plastikowe pistolety na wodę. Dbałość o detale:-)
Darek miał na sobie sukienkę swojej mamy, ciemne rajstopy z połyskiem i szpilki mojej Mamy oraz makijaż i pomalowane paznokcie. Pełna profeska!



A to już liceum. I Hylcia i ja przebrane za arabskie piękności. Łatwość przebrania, bo kilka prześcieradeł, ale kłopoty technicznej obsługi w toalecie. A i ciężko utrzymać przebranie na swoim miejscu, przy takiej ilości tkanin.


Och, było fajnie:-)

Wiosna, wiosną, ale ja tu o sprawach wielkiej wagi chciałam. Chciałam mianowicie zachęcić Was do działań na ten weekend, ale i na weekend następny.

Chcę Was zaprosić do czynnego udziału w pomocy dla Domu Tymianka (KLIK), fundacji dla zwierząt, prowadzonej przez Ori, która zbiera i leczy, a następnie stara się znaleźć dobre domy docelowe dla psiaków i kotów. A spora gromadka Wzruszaczy mieszka w przytulnym rodzinnym domu dla zwierząt, gdzie panią na włościach i jednocześnie obsługą misek:-) jest właśnie Ori. Ori ratuje czworonogi z ulic, ale i zabiera starsze, schorowane psy ze schronisk i daje im ciepły dom i dużą pełną michę. Zresztą, zróbcie przy kawie czy herbacie, czy deserze, małe "klik" powyżej i traficie do przytulnego, bezpiecznego, ale bardzo zapracowanego Domu Tymianka.

A jakie zdjęcia robi Ori Wzruszaczom... Och... Sto procent psiowości i kotowości. I sama słodycz na dodatek. To jedne z ostatnich...




Ale pyszne nosy, prawdaż?

A teraz do rzeczy! Otóż  Panna Dzika Kura w Pastelowym Kurniku (KLIK) organizuje na swoim blogu

aukcję 
"Cuda wianki na Tymianki",
która to aukcja
odbędzie się 28 - 29 marca. 

Oczywiście via internet na blogu Dzikiej Kury. Wszystko w jednym, blogowym miejscu.


Będzie można sobie nabyć coś przepięknego, przytulnego, od serca, jak przykładowa zawartość poniżej. Wszystkie zdjęcia powyższe i poniższe "ściągnęłam" od Ori, za jej pozwoleniem, tak by móc Was zanęcić i zachęcić:-)






Takie i inne rzeczy można będzie sobie nabyć w Pastelowym Kurniku. Przedmioty ręcznie robione, ale i przedmioty, że tak to ujmę, sklepowe. 

Ja zamierzam dać kilka pakiecików kartek wielkanocnych, ale i albumik dekupażowy (jeśli się wyrobię). Bo by ktoś mógł nabyć coś na aukcji, musi być także chętny do przekazania czegoś do sprzedaży:-) Na przykład kartkoproducent, aniołoproducent, notesowytwórca, szalikodziergacz i tak dalej, ale i osoba wielkiego serca, która wyciągnie coś ze swoich zapasów albo coś zupełnie na świeżo nabędzie specjalnie na aukcję dla Tymiankowych podopiecznych. 

Stąd też ośmielam się prosić wszystkich Was do weekendowych działań na rzecz Domu Tymianka. A może coś gdzieś sobie leży i czeka w Waszych kufrach, szafach?  Jeśli nie, to proszę Was o celowe działanie w ten weekend w roli ofiarodawcy przedmiotów do aukcji! A w przyszły weekend, do działań w roli uczestnika aukcji!  

Rzecz przeznaczoną na aukcję wystarczy sfotografować, opisać pokrótce, podać cenę wywoławczą i wysłać to wszystko mailam na adres:

3babyzwozu@gmail.com 
lub 
fundacjadomtymianka@gmail.com

Więcej szczegółów, solidnie i rzeczowo opisanych, odnośnie co i jak w sprawie aukcji dla Domu Tymianka przeczytacie  tutaj u Ori (KLIK) i tutaj w Pastelowym Kurniku (KLIK).

A w następny weekend wystarczy po prostu policytować, i już!

Oczywiście wysyłka wylicytowanych przedmiotów odbywa się z domu jego ofiarodawcy, na adres odbiorcy. 

Pomagajmy! 
Pomaganie jest fajne!


A takie pomaganie, gdzie można i coś dla siebie z tego mieć, to już zupełnie czysta przyjemność i rozkosz. Nieco egoistyczna, ale co tam! W sumie sama przyjemność z pomagania, to już egoizm. 
Ale, tak czy inaczej, po aukcji, kiedyś tam, spojrzysz sobie na notes, aniołka czy kurę i natychmiast pomyślisz, że dzięki Tobie jakaś czworonożna istota ma tak przyjemnie i spokojnie, i ciepło, jak Ty:-) 

To jak? Spotykamy się w przyszły weekend w Pastelowym Kurniku???? A w ten przekopujemy kuferki, wytwarzamy, dzielimy się zapasami? 

No to znikam. I musicie pochwalić mnie za anielską cierpliwość! Mój ciągle szwankujący internet (a może laptop) swoim wyrzucaniem mnie ciągłym, spowodował, że robiłam ten wpis ponad trzy godziny!!!! Z czego samo pisanie zajęło chyba kwadrans, a reszta to wyłączanie i włączanie, wyłączanie, włączanie, wyłączanie, włączanie... Ych............. Anielska cierpliwość na wyczerpaniu...

Pozdrawiam wiosennie, że jej! 
Jeśli gdzieś się trafi jakiś błąd, wybaczcie o dobrzy ludzie! Nie mam już sił sprawdzać, nim znowu mnie wyrzuci....

Edyta z Kubkiem Kawy