"... kierujemy się na ogół tą maksymką, moc radości wzmacniać smutku odrobinką..." Jeremi Przybora
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Takie tam różne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Takie tam różne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 września 2016

A kuku!

Oglądałam kilka dni temu "4.50 do Paddington", z nieśmiertelną panną Marple, według nieśmiertelnej Agathy Christie, w którym to filmie padły słowa "elegancka kobieta nie choruje, bo się sobie podoba". I tak właśnie pragnę się wytłumaczyć z absencji w świecie alternatywnym do rzeczywistości. Oczywiście wytłumaczyć się przed każdym, komu takie wytłumaczenia jest konieczne i niezbędne. Otóż ostatnio rzadko się sobie podobałam . I tyle.

Ale teraz już A KUKU!!! :-) 

W tym czasie minęła wiosna. I minęło lato. I nareszcie przyszła jesień, która jak zawsze jest żywym dowodem na to, że warto czekać. Słońce ma jaskrawszy odcień, niebo pyszni się delikatniejszym błękitem, ale przede wszystkim wokół obłędnie pachnie spokojem, nadzieją i wiatrem. I grzybnią:-)



A w rzeczonym filmie, pełnym smakowitych ciasteczek, niespiesznych pogaduszek i rozkosznych trupów, odbyła się także, oczywiście przy herbatce z mlekiem rozlanych w porcelanowe filiżanki, taka rozmowa:
"- Na Cejlonie jest gorąco. Boję się, że będę się pocić.
- Jesteś damą, a damy się nie pocą."
No cóż... I wszystko się wyjaśniło! Tak trudno sprostać byciu damą. Zwłaszcza minionego, skwarnego lata.

Za pasem oczywiście sezon kartkowo - bożonarodzeniowy. I powoli, bo ta jesień!, się coś tam dzieje na warsztacie chałturnika. Idzie opornie, jak to zawsze na początku. Póki co, cały mój wysiłek idzie głównie na znajdowanie wykrętów od pracy i tłumaczeń przed samą sobą, i na odkładaniu na potem. A po prawdzie to na jutro. Ale jutro w końcu kiedyś też nadchodzi. I choć słońce praży przez rolety, choć się by książkę poczytało (bo do końca tej, która leży koło łóżka jeszcze apetyczne 623 strony) to coś tam na stoliku się dzieje.



p.s.
"Dobra książka (...) sprawia , że chce się ją przeczytać jeszcze raz. 
A książka wielka każe człowiekowi jeszcze raz przeczytać swoją duszę."
Richard Flanagan "Ścieżki północy"


i  p.s. jako rozkoszna wisienka na torcie
 Koniec XIX wieku "była to epoka ciemna (...). Duszenie stanowiło główną rozrywkę klas mordujących."
Arnold Bennett "Opowieść o dwóch siostrach"


i p.s. jako wisienka do pary na jednej łodyżce
"Trzymała łyżeczkę między kciukiem i trzema palcami. Jej mały palec nigdy by się nie stowarzyszył z pozostałymi, kiedy chodziło o uczciwą pracę; subtelnie wygięty, zawsze odsadzał się dumnie od tamtych."
Tamże


No to pędzę stowarzyszać moje palce przy trzymaniu nożyczek, kleju, pędzelków. Stowarzyszać je tak, by żaden nie odsadzał się od pozostałych! Jak demokracja to demokracja, każdy musi pracować. 


Pozdrawiam ciepło jesiennie serdecznie

Wasza Niesolidna
W Żadnym Wypadku Nie Dama
Edyta z Kubkiem Kawy

p.s. gdyby co... to ja oczywiście pamiętam o tym jak wygląda kalendarz i że lada moment należy ogłosić zapisy do Wymianki Pod Patronatem Świętego Mikołaja Anno Domini 2016...
Mam nadzieję, że nieobecność tak długa personelu mikołajowego tu i teraz, nie zniechęci wiernych i nowych wymiankowiczów:-) 


poniedziałek, 2 listopada 2015

A może się uda:-)

... i zimowa, leciutka, skrząca się świąteczną magią kolekcja papierów z Magicznej Kartki trafi na mój chałturniczy stół prac różnych? Przyjemna perspektywa:-) 



Przyznam, że - bardzo brzydko, bo egoistycznie... ech... - trzymam kciuki za siebie:-)

Pozdrawiam ciepło
Edyta z Kubkiem Kawy


poniedziałek, 9 lutego 2015

Czatuję na wygraną...


... i trochę samolubnie trzymam kciuki za siebie samą 
w loteryjce w Lemoncraft, 
gdzie wygraną stanowi
 romantyczny, ulotny, lekki, koronkowo - kwiatowy zestaw nowej kolekcji 
Sercem Malowane
który w całości podziwiać można tu KLIK! 
a z którego marzy mi się zrobić romantycznie oprawiony notes
lub słodziastą kartkę na Dzień Mamy:-)

Chcesz potrzymać kciuki za siebie? Dołącz do ogonka KLIK:-)



Padam do nóżek
Edyta z Kubkiem Kawy

czwartek, 8 stycznia 2015

Motyle zimą?

Czemu nie!
 Jeśli mi się poszczęści to może przylecą do mnie. 

Polecam pięknie uskrzydlone, delikatne i pastelowe candy w Magicznej Kartce (KLIK)

A może to do Was przyleci nowa kolekcja papierów Magicznej Kartki?


Życząc powodzenia!
pozdrawiam ciepło z bardzo deszczowego miasta
Edyta z Kubkiem Kawy

sobota, 19 lipca 2014

Zamiast usprawiedliwienia...

... bo poczuwam się jakoś tak... do jakiegoś  takiego... owego... maleńkiego... czegoś na kształt usprawiedliwionka? wyjaśnionka? informacyjki? 

Więc zamiast usprawiedliwienia:

"Z upływem lat wcale nie stajemy się silniejsi. Nagromadzenie przeżytego cierpienia i smutku osłabia naszą zdolność przetrwania dalszego cierpienia i smutku, a ponieważ cierpienie i smutek są nieuniknione, nawet najmniejsze potknięcie w późniejszym życiu potrafi wybrzmieć z podobną siłą jak dramat w czasach młodości. Kropla, która przepełniła czarę." 
                                                                                              Paul Auster "Sunset Park" 


Pozdrawiam bardzo słonecznie, już raczej spoza kropli 

Edyta z Kubkiem Kawy (dziś koniecznie mrożonej i z lodami czekoladowymi)

czwartek, 17 października 2013

Złośliwość dynksów!


Kilka dni temu taki mały dynks, tak mały... może jak 1/10 pudełka z zapałkami... a więc taki miały dynks, zwany także - przez profesjonalistów wysokiej klasy - wihajstrem, tudzież tentegesem oraz takąmałąpierdułkąztyłulaptopa SIĘ ZEPSUŁ. Jest to oficjalna wersja. Wersja dla mojej Mamy:-)Nie to, bym się mej Matki Rodzicielki bała:-) ale sami wiecie jak to jest wysłuchiwać... 
Wersja poufna.. ciiii... dla grupy wtajemniczonej... ciiiii... jest taka, iż ów mały dynks, zwany także - przez profesjonalistów wysokiej klasy - wihajstrem, tudzież tentegesem oraz takąmałąpierdułkąztyłulaptopa, został był zepsuty... przeze mnie... Zupełnie niechcący. Całkowicie. Się mi laptop omsknął był z łóżka. Zaledwie maleńkie 10 centymetrów lotu w dół. Spadł grzbiecikiem od strony plecków. I mały dynks, zwany także- przez profesjonalistów wysokiej klasy - wihajstrem, tudzież tentegesem oraz takąmałąpierdułkąztyłulaptopa się prawdopodobnie był wygiął... leciunio... i nie chce łączyć, działać, czy co on tam robi, uniemożliwiając tym samym zadziałanie internetu. 

Ach...  ach... I och... 

I nie mogłam przedwczoraj napisać "kobyłka u płota...", bo nie mogłam zapodać zdjęć sztambucha zaguzikowanego i zaróżowionego po same brzegi, i tym samym wziąć udziału w pewnym wyzwaniu... Nie mogę też zajrzeć do Was... A także oddawać się jednemu z moich -holizmów:-) czyli loteryjkoholizmowi... ach... W ostatniej kwestii pocieszyłam się paskiem czekolady:-) Nie działa:-( Choć w międzyczasie, o czym uprzejmie doniosła mi zamuchomorzona Sylwia:-), wygrałam loteryjkę do zaczytania:-) Jak bosko!

Jednak już zostały błagalnie wezwane Informatyczne Ręce Które Leczą. Mają one nabyć ów mały dynks, który jak się okazuje nazywa się... kurka, już nie pamiętam... czyli wysoce specjalistyczna nomenklatura: dynks, wihajster, tenteges i takamałapierdułkaztyłulaptopa, dalej jest nazwą obowiązującą:-)

No to się rozgadałam...  A chciałam tylko napisać sobie usprawiedliwienie:-) Dzięki uprzejmości Przemiłej Sąsiadki Z Góry, która pożyczyła mi notebook, czy jak to się zwie, mogłam przed chwilą błyskawicznie popłacić rachunki, szybko odpisać na kilka maili i usprawiedliwić się:-) i oczywiście także POZDROWIĆ Wszystkich Chętnych Do Bycia Pozdrowionym:-) 

Padam do nóżek i bardzo bardzo ciepło pozdrawiam ze środka jesiennej, nocnej, zawiesistej mgły:-)
Profesjonalista Wysokiej Klasy vel  Edyta z Kubkiem Kawy

środa, 9 października 2013

U Meresanth

Próbowałam walczyć, ale nie udało się. 
Dusza loteryjkoholiczki ciągle wygrywa:-) 
i znowu pozytywnie kuszę los... 

Przepyszna loteryjka w zupełnie starym stylu, z myszką:-)


Może? 

Pozdrawiam ciepło:-)
Edyta z Kubkiem Kawy

Zabawa w Magicznej Kartce

Magiczna Kartka prezentuje nowe papiery, 
takie co to... chu chu cha, chu chu cha nasza zima zła... czyli piękną serię 
"Mroźny Dzień".
I z okazji premiery,
 gratka dla papierkoholiczek!, 
candy z całym zestawem nowości do wygrania (KLIK)


Jako papierkoholiczka i loteryjkoholiczka, 
oczywiście próbuję. 
Tym bardziej, że zima, to moja druga w kolejności, ulubiona pora roku:-)

:-) :-)
Edyta z Kubkiem Kawy 

piątek, 27 września 2013

Myślę sobie... "kobieto! musisz spróbować!"

Na okoliczność Craftshow w Krakowie,
który już teraz dosłownie, niemal w tej minucie się zaczyna, 
jego Organizatorzy, 
dodatkowo, 
poszaleli totalnie
 i 
tak wypasioną loteryjkę
przygotowali, że 
do całego wieeeeeelkiego zestawu nagród
 powinni
koniecznie
dodać opakowanie herbatki na uspokojenie. 
Duże opakowanie.
Osoba, która wygra niechybnie dostanie z zachwytu palpitacji. 
A kto wie czy i nie chwilowej arytmii serca. 
Może więc jednak przydałby się, w pakiecie z wyraną, bardziej konkretny środek na uspokojenie...

Nie wierzycie? 

To KLIK


I poczytałam,
i myślę sobie...
"Kobieto! Musisz spróbować!" 

No to próbuję! 
W końcu nie obiecywałam sobie wstrzemięźliwości loteryjkowej:-) 

Tfu tfu tfu! 
To na szczęście:-)

Czy u Was też tak pięknie pada? My, pod Szczecinem, mamy i słońce, i deszcz. Jednocześnie... ach... 

Pozdrawiam ciepło:-)
Edyta z Kubkiem Kawy

czwartek, 26 września 2013

Pozytywne kuszenie losu:-)

Mam na imię Edyta i jestem loteryjkoholiczką:-) 
Lubię organizować loteryjki i lubię postać w ogonkach loteryjkowych. 

A skoro lubię organizować loteryjki to smutno mi, gdy u mnie tak bezloteryjkowo już od dwóch dni. 
Ale... ale! 
Nowa loteryjka, całkowicie w duchu jesiennym,  już się szykuje:-) 
Jej kawałek wygląda tak...



I kuszę też nieustająco los. Pozytywnie kuszę:-)
Tym razem też nie mogłam się oprzeć, bo jest kusząco bardzo, a przy tym pastelowo - kolorowo. 
W ostatniej chwili dopisałam się, uffff.... 

Spróbujecie? 

Candy w Skarbnicy Pomysłów 



A szczegółowe informacje o candy tu KLIK



Pozdrawiam ciepło i jesiennie:-), i zniakam do działań bojowych!
Edyta z Kubkiem Kawy



piątek, 20 września 2013

Przydasiowo zaprasza!

Mój nieposkromiony apetyt na czekoladę i jesień oraz Boże Narodzenie może przebić jedynie ogrom apetytu na książki i przydasie!! 
Gdyby nagle zjawiła się Wróżka Spełniająca Małe Marzenia, zakręciła różdżką, popruszyła magicznym pyłem i aksamitnym (koniecznie!) głosem powiedziała: Edyto! Spełnię twoje jedno małe marzenie... Wówczas niemoc decyzyjna zabiłaby mnie w 33 sekundy! 30 sekund zajęłyby mi skomplikowane procesy myślowe, a 3 sekundy to chyba wystarczający czas by paść trupem!

Na szczęście przeważnie wszystkiemu idzie jakoś zaradzić. W mękach konieczności dokonywania wyborów, ale jednak. Raz karmię mój żołądek czytelniczy, raz przydasiowy, czekoladowy staram się jak najrzadziej:-) A jesienią i Bożym Narodzeniem, raz na rok, napycham głowę, może i duszę (o ile posiadam), wyładowuję wszystkie szuflady, schowki, kieszenie. A w kieszeniach kurtek i w torbie zawsze mam kasztany:-) Tych magicznych dni musi nastarczyć na kolejne długie miesiące. 

Kierując się węchem przydasiowego myśliwego trafiłam na loteryjkę z okazji otwarcia sklepu PRZYDASIOWO.pl (KLIK), w którym jego Dumna Właścicielka - Franki sypnęła prezentami, że jej! 



 Życzę Właścicielce miliona transakcji i tyluż klientów:-) A w klepie naprawdę się dzieje! Polecam ciepło. 

I całkiem samolubnie, przepraszam!, trzymam za siebie kciuki.

Pozdrawiam spod pochmurnego nieba
Edyta z Kubkiem Kawy

niedziela, 8 września 2013

Jesień i zima to Kropka nad I

Nie tylko ja lubię jesień. I zimę, która w moim rankingu pór roku jest tuż za jesienią. O włos. A raczej o nić babiego lata za jesienią.

Jeśli ktoś wymarzy, wymyśli, wy-tworzy takie jesienne COŚ, to musi lubić jesień. Bezapelacyjnie.

Wczoraj, gdy dojrzałam w I Kropce jesienne papiery, mój portfel się zaniepokoił, choć niesłusznie, bo i tak bębni tylko z cicha bilonem i powiewa tłustą stówką pożyczoną do 25-tego. Za to moja jesienna dusza zachwyciła się i popadła w lekko nostalgiczny nastrój. I tego stanu zamierzam się trzymać jak najdłużej. 
A przy jesiennej kolekcji I Kropki, pod pięknym tytułem "Zakochaj się w jesieni" (ja już nie muszę:-)), są także bajeczne tekturki. Zdania tego nie piszę w celu reklamy, a z prawdziwego zachwytu nad liskami - chytruskami i pięknymi liśćmi dębowymi, żołędziami. Ale te chytruski! Przepyszne! 

A z kolei dziś I Kropka przedstawiła ośnieżoną, oszronioną, z lekka już grubym głosem pokrzykującą "ho ho ho", kolekcję. I już nie mogę się doczekać świąt. Jednak, że żadnej jesieni nie zamierzam sobie odpuszczać, żadnej!, więc spokojnie na Boże Narodzenie poczekam. Spokojnie, acz z myślą o świętach bardzo mocno chałurkując.

Mam cichą nadzieję, że może uda mi się wygrać owe piękne kolekcje w loteryjce I Kropki. Zwłaszcza, że losowanie 13 w piątek! A jeśli się nie uda... bo przeczucia mówią mi, że to nie będzie mój szczęśliwy piątek, to coś tamo koniecznie, ale to koniecznie!, sobie nabędę. Obowiązkowo liski - chytruski:-) 



Szczegóły loteryjki tutaj - KLIK

Tak czasem podejrzewam, że ja coś mam z tą jesienią. Może istnieje taka jednostka chorobowa? Chora na jesień:-) 

Pozdrawiam ciepło
Edyta z Kubkiem Kawy

ps. Odnośnie wczorajszych, a w zasadzie to jeszcze dzisiejszonocnych jeżyków, z soboty na niedzielę, uprzejmie donoszę, że zwyciężyłam! To znaczy... co do jeżyków zwyciężyłam. Jeżyki jeszcze żyją. Ale... w kuchni na stole leżał michałek. Jeden. Samotny. Nie mogliśmy się sobie oprzeć:-) Co mi przypomina, że w liceum podkochiwałam się w jednym Michałku:-) I mimo, że on upatrzył sobie moją ulubioną, wspaniałą Hylcię, z którą siedziałam przez cztery lata w jednej ławce, i dzięki której moje licealne lata były wesołe, to jednak na osłodę mam w pamiętniku z ostatniego biwaku klasowego, tuż po maturze wpis od Michała. Wpis, w którym było "Edycie, piekielnie inteligentnej i błyskotliwie złośliwej, którą NAPRAWDĘ LUBIĘ". A może bardziej powinnam się smucić, że już wówczas byłam złośliwą norką... 
No to tyle w kwestii walki z jeżykami, zniewoleniem uczuciowym wszelkimi michałkami oraz mojej silnej woli. Co do woli zaś, na swoje usprawiedliwienie mam piękną teorię, którą przyniosła mi Olenkaja:

Edytko z tymi jeżami to masz tak jak jedna z moich koleżanek - że do 24 to nie je, bo to "po 18",ale po 24 to już jest "przed 18" więc jeść jak najbardziej można ;) więc jeśli zjadłaś - czuj się rozgrzeszona :))
Ja nie przepadam za jesienią - tzn. taką piękną, słoneczną jak dzisiaj i w tylu kolorach jak na Twoich zdjęciach to owszem lubimy, ale ogólnie to nie bardzo - przypomina mi że zaraz nastaną te wstrętne szare dni... ehhh... Pozdrawiam Cię serdecznie w piękny, jesienny dzień :))
I jak? Czy nie jest to przednia myśl? Dzięki wielki Olu. Jednak postaram się nią nie sugerować. Zbyt często:-)

Ponownie pozdrawiam
Edyta





piątek, 30 sierpnia 2013

Telegram



Mirosław i ja wróciliśmy z Katowic STOP We wtorek w nocy STOP Pacjent jeszcze pożyje STOP Mirosław nówka sztuka STOP Chłop na schwał STOP Ja sobie choruję i gorączkuję STOP Tradycyjnie po powrocie z przeglądu STOP Nadzorca kategorycznie nakazuje leżenie STOP Wracam do łóżka STOP Czego się nie robi dla świętego spokoju STOP Odezwę się bardzo niebawem STOP Długiemu leżeniu mówimy stanowcze NIE!!! STOP Pozdrawiam ciepło STOP I bardzo serdecznie STOP Dziękuję za bardzo skuteczne trzymanie kciuków i miłe słowa STOP Edyta z Kubkiem Kawy  

sobota, 24 sierpnia 2013

Mirosław jedzie do Katowic...

Napisałam i natychmiast skojarzyło mi się... Franki Goes To Hollywood:-) Więc może... Miro goes to Katowice:-) jeeee!!!! 

Mirosław wkroczył w moje życie 28 marca 2007 roku, tuż po godzinie 19-tej. Do owej chwili prowadził spokojne życie maskotki, a może nawet breloczka do kluczy, o czym może świadczyć końcówka czegoś nie do końca obciętego na czubku głowy Mirosława. Mieszkał sobie w koszyku z zabawkami mojej Bratanicy i beztrosko dawał się każdego dnia pokrywać niewielką ilością ciepłego, puchatego, bezpiecznego kurzu. 



Tuż po pojawieniu się w moim życiu zaczął natychmiast, intensywnie i nieustająco, pozytywnie wibrować ku zdrowieniu. Imię otrzymał po moim pierwszym lekarzu białaczkowo - szpitalnym, doktorze Mirosławie Ręce Które Leczą. 
Po każdym okołopołudniowym badaniu, osłuchaniu i tak dalej, przez Mirosława Ręce Które Leczą, natychmiast czułam się lepiej. Nówka sztuka! na jakieś najbliższe pół godziny:-) Choć raz zdarzyło się, iż Mirosław Ręce Które Leczą spowodował, że użaliłam się nad sobą... Chcąc mnie zbadać w czasie porannego obchodu swoich podopiecznych, obudził mnie, wyplątał z kabelków i rureczek i ze współczuciem powiedział "o matko! ale pani jest strasznie zmęczona"... Uuu... Tak mi się szkoda siebie samej zrobiło:-) Niedobre uczucie. 

Wracając do mojego Mirosława. Przeszedł on już kilkadziesiąt dni chemii, tyleż samo dodatkowych podłączeń 24 na dobę do kroplówek wielu kolorów oraz do dziwnych maszyn robiących BIP!, sporo badań dość niemiłych i bolesnych, kilkadziesiąt pobierań szpików, które nie są takie straszne, jak je malują. Także kilka komisji lekarskich, w tym jedną dość zabawną, kiedy to kazano mi pokazać blizny po "operacji"!! przeszczepu szpiku. Przeszedł Mirosław również ze trzy zapalenia płuc w warunkach szpitalnych, półpasiec oraz kilka ataków bakterii o pięknie brzmiących nazwach, plus kilkanaście angin i gryp w warunkach domowych, i inne takie... Zniósł dzielnie przeszczep szpiku a także szczelne zamknięcie w sali szpitalnej przez długie dni. Był tym bardziej bohaterskim i boskim Mirosławem, albowiem gdy ja sobie leżałam w łóżku, on był najpierw przyprażony w piecu czy może raczej poddany działaniu jakiegoś tam światła zabójczego, a następnie szczelnie zafoliowany i w tymże "ubranku" przyklejony plastrem do łóżka... Biedny Mirosław. 

I tenże dzielny, mały Mirosław jest również globtroterem! Jutro rano udaje się już po raz 47 w swoim życiu do Katowic. Na kolejny przegląd techniczny do Poradni Transplantacji. I Mirosławowi... się nie chce. 

Nie chce mu się i już! 

Wolałby leżeć o tak...


... albo patrzeć cały dzień w niebo, a nawet na pudełkowate domy i pełne hałasu podwórko...



Wolałby nawet spędzić kilka dni w takiej pozycji...


... lub ostatecznie takiej...

Jednak życie Mirosława chwilami bywa nieznośnie upierdliwe i przykre, i jutro Mirosław wyrusza w drogę... Jedyny plus, że ta droga za każdym razem jest nieco inna, bo a to kawałek autostrady dobudują, a to murek, most. Mirosław zna już niemal wszystkie stacje benzynowe pomiędzy spod-Szczecinem a Katowicami. Zna z widzenia sklepy przydrożne, małe miasteczka, wioski, w tym także swój ulubiony Nietoperek niedaleko Gorzowa Wielkopolskiego. Zna nawet kilka psów samobieżnych i podwórkowych oraz dwa miejsca, w których stoją wielkie osiedlowe karmniki dla ptaków, choć nie wiedzieć czemu przy samej drodze. Mirosław ma już trochę kilometrów za sobą. 

A gdy Mirosław, i przy okazji także ja, wrócimy z Katowic to pokażę z bliska takie coś...


... i takie coś...

... bo chwilowo laptop się zbiesił i nie chce odwracać zdjęć, a niemal wszystkie leżą na boczku...

Pozdrawiam ciepło i już prawie niedzielnie choć, z racji relacji:-) o Mirosławie, bardzo dzielnie!!
Edyta z Kubkiem Kawy i Mirosławem

ps. Oj, nie jestem tak dziecinna jak na to wyglądam po Mirosławie:-) To takie czarowanie złego...




czwartek, 22 sierpnia 2013

Do serca przytul psa, weź na kolana kota...

czyli przyłącz się działaniem lub zakupem... A każda z owych opcji na pewno oznacza przyłączenie się sercem! do pomocy dla czworonożnych przyjemniaczków, których życie dotąd nie było takie przyjemne...



Pełnia Lata w Domu Tymianka ogłasza o tu {KLIK} otwarcie kramiku bardzo rękodzielniczego pod nazwą Stragan Dla Tymianków {KLIK}, z którego całość "wyzarobkowanych" pieniędzy zasilać będzie Tymiankową Fundację, która dba bardzo chwalebnie o naszych czworonożnych obywateli:-) 

Choć nie jestem uprawniona, ani też uprawomocniona, to jednak...

Serdecznie zapraszam 
wszystkie
 Rękodzielnicze Istoty Wielkiego Serca 
do zdziałania czegoś do sprzedaży i wyłożenia na półce Straganu Dla Tymianków (która działa na zasadzie okołoblogowych pchlich targów, a wszystkie wiadomości i instrukcje na jednym lub drugim blogu). 

Istoty Wielkiego Serca z Brakiem Czasu lub Brakiem Pewności w Swoje Talenty 
zapraszam 
do poszperania na półkach tymiankowego straganu i połączenia przyjemnego z... przyjemnym, a więc wybrania czegoś ładnego dla siebie i wspomożenia towarzystwa zamieszkującego tymiankowe okolice. 

Stragan, jak dojrzałam, powoli się zapełnia, a i co najmniej kilka kolejnych osób zgłosiło się do dalszego zapełniania półek swymi wytworami, działaniami, pięknościami. Przyłączam się na razie chęcią, a za jakiś tydzień także i uczynkiem:-) Potrzebuję nieco czasu na działanie, stąd też ów, co najmniej, tydzień, ale na pewno na półkę wyłożę jakąś moją chałturkę. Na pewno!

Bardzo polecam Waszej uwadze Stragan Dla Tymianków! Zbliżają się Święta... Tak, tak, wiem... niedawno mówiłam o zbliżającej się jesieni, a już ogłaszam nadejście Świąt:-) Ale co tam! A więc zbliżają się Święta i można by już na przykład jakiś prezent nabyć:-) 

Pozdrawiam ciepło i serdecznie:-) 
Edyta z Kubkiem Kawy





poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozalia zaprasza do rozkwieconego ogrodu

Tak romantycznie i lekko... 
Z okazji premiery pięknej kolekcji papierów "Rozalia w ogrodzie" Studio 75 ogłosiło apetyczne, słodkie po koniuszek każdej z kart, Candy (KLIK). Może do kogoś znajomego uśmiechnie się szczęście... Czy ktoś jeszcze ma ochotę na, zupełnie niewinną, zabawę z losem? 


Pozdrawiam poniedziałkowo, a jutro zapraszam na stromboli!!
Edyta z Kubkiem Kawy

środa, 31 lipca 2013

Dzieci robią to najlepiej czyli laurka od Marty

Dzień przed swoimi imieninami, moja Mama dostała via Poczta Polska, piękną laurkę od Marty. A Marta jest przeboską, inteligentną córką mojej przeboskiej, inteligentnej koleżanki Magdy z Poznania i Jej przeboskiego, inteligentnego Męża. Czyli wszystko zostało w rodzinie:-)

Muszę Wam pokazać tą kartkę! A może tę kartkę... hmm... 
Zawsze to mówiłam, zawsze będę powtarzać! Najwspanialsze kartki robią dzieci. Żadne inne nie umywają się do siły przekazu, zawartości pozytywnych emocji, miszmaszu perspektywy, sposobu wykonania, ogromu wyobraźni na centymetr kwadratowy... 




I jak? Czyż nie fantastyczna rzecz? Moja Mama śmiała się i śmiała, gdy otworzyła kopertę. Lubimy kartki, wszelkie, wszelakie, różne, różniste, ale taaaaakie kartki są the best off!! 

Jeśli już o mojej Mamie... Byłam w poniedziałek u fryzjera. Kosztowała mnie ta wyprawa ogrom wysiłku, wiele samozaparcia. Choć fryzjer dwieście metrów ode mnie. Ale że nic mi się nie chce od kilku dni... W końcu się zmogłam, zebrałam, zmotywowałam... A gdy wróciłam od fryzjera moja Mama przywitała mnie następującymi słowy, gdy tylko przekroczyłam próg domu... "a ostatnio tak ładnie cie obcięła...". Grunt to usłyszenie pozytywnej opinii, zwłaszcza gdy brak motywacji do wyjścia z domu, że o motywacji do oddychania nie wspomnę...  Nie przejęłam się, tylko ubawiłam. Ba! Nawet ożywiłam na chwilę:-) Moja Mama nie lubi u mnie włosów choćby nieco dłuższych niż na krótko. Tak sobie umyśliła i koniec. Mam wtedy "żywopłot" na głowie, ewentualnie "chaszcze" lub "bałagan". Co ja poradzę, że włosy same się moszczą gdzie chcą. A że jeszcze dokonałam nadludzkiego wysiłku i przy okazji fryzjera wtoczyłam się do sklepu kosmetycznego, gdzie nabyłam drogą kupna pastę do włosów pod tytułem "Chaos", zniechęcenie mojej Mamy sięgnęło szczytu:-) 

I pewnie w ramach zemsty za zbyt długie chaszcze... znalazłam wczoraj na balkonie biednego wypranego Lucjana...



Za to teraz jest świeży i pachnący:-) Kąpiele przechodzi często, ale żeby tak za uszy... 
Lucjan jest częścią mojego zestawu do spania, obok niedźwiedzia Bogdana i trzech małych jaśków. Zero poduszek. Lucjan nieodzowny do niebieskich snów:-) Zawsze w nocy w rogu kanapy, pod jaśkiem. A co! Z czemuż by nie!?? Każdy ma prawo do przytulanki. Czy to moja wina, że skończyłam 40 lat? 

Teraz udam się do nicnierobienia. Tak sobie dziś zaplanowałam, gdy tylko otworzyłam oko. Mam co prawda do zrobienia kule kwiatowe, anioły do upieczenia, notes do wyklejenia... ale to może poczekać do jutra, dalej mi się nie chce. Łooojjj... tak mi się nie chce. Dziś więc "nic" robię, może to pomoże? Jak się tak napracuję nad nicnierobieniem to może... zachce się coś zrobić? Szatańska idea!! Chociaż... kurka... muszę dziś skończyć szal, czas goni... Jednak poza szalem, za jakieś osiem godzin, będę dziś robić nicnierobienie. Bardzo intensywnie:-) O!  Bardzo aktywnie będę robić owo nicnierobienie. To też wielka sztuka. I wymaga samozaparcia... 

Pozdrawiam z nareszcie deszczowego świata:-) Idealny dla powolnego picia kawy i czytania książki...
Edyta z Kubkiem Kawy 

czwartek, 25 lipca 2013

Odnajdywanie pasujących chmur

chodzi za mną jakiś czas...

"Dla odmiany zamykam oczy,
wolałabym się napić, od środka. Patrzeć w górę, tak banalnie,
pomyśleć o owadach, spędzić życie na odnajdywaniu pasujących do siebie
chmur, słów"
                                                                                                          Małgorzata Południak

więc...



nędzne odbicie pięknych zdań...
i pierwsze odnalezienie pasujących do siebie słów, jakie mi zagrało...może bardziej skojarzenie, niż dopasowanie...

Wiersze Małgorzaty, przepraszam za poufałość, są takie gęste, zawiesiste, grząskie, niepokojące, zawsze mam poczucie znajdowania się pod ciężką chmurą... Wzbudzają we mnie...rozgrzebanie serca. 

I zgłaszam, jedynie dla... nie wiem czemu zgłaszam, bo widziałam, że tam już tak kreatywnie i pięknie... nie, pięknie to złe słowo, kreatywnie i dogłębnie, przejmująco, magicznie... ale zgłaszam owo coś powyżej na wyzwanie nr 31 Sodalicious Shop (KLIK), pod hasłem Black & White. Zgłaszam chyba właśnie dla tego wysokiej klasy towarzystwa w wyzwaniu:-)


Pozdrawiam ciepło
Edyta z Kubkiem Kawy

sobota, 20 lipca 2013

Kocia wymianka czyli jak to Tygryssa poznała nowy smakołyk

Już po 17 lipca (ech... czas stanowczo gna i pędzi), więc czas na pochwalenie się efektem Kociej Wymianki w Pierniczkowych Wybrykach. Zaznaczyć przede wszystkim trzeba, że wymianka nie polegała na przesyłaniu sobie kotów. Swoją drogą, ciekawe jak Tygryssa Tygrysowicz zniosła by taki koci szacher - macher? A jak my byśmy to zniosły... wolę sobie nawet nie wyobrażać. Wystarczy, że za Maszą się upłakałyśmy, mimo że szła w ogromnie dobre ręce:-)

Od Ewy z Lipowej otrzymałyśmy (bo kocie czworonogi także były odbiorcami przesyłki w tej wymiance) piękną garść przydasiowych słodkości, przy czym mnie ogromnie ucieszyły oczywiście choinki (wiecie już, że ja zawsze czekam na jesień i zimę). Poza tym był w paczce uszyty przez Ewę przytulny kot brązowy, obwąchany przez Tyrysiarza bardzo dokładnie, milimetr po milimetrze. Także coś słodkiego i coś do mojego kubka. A Tygrysa odkryła nowe smakoszki, które od tej pory wybiera sprawnie spośród innej wszelkiej suchej karmy. Spryciara:-)



Od Tygryssy i ode mnie, pocztą zwrotną, poleciał także zestaw tego i owego do działań papierowych, nieco słodkości dla Ewy i Jej kociego towarzystwa oraz notatnik. 




Mam nadzieję, że Ewa była zadowolona... 

Pozdrawiam ciepło:-)
Edyta z Kubkiem Kawy


czwartek, 18 lipca 2013

Morskie Opowieści w Magicznej Kartce czyli pozytywnie kuszę los

albowiem w Magicznej Kartce (KLIK) do wygrania, w loteryjce, dwa apetyczne zestawy płynących na falach papierów. 


Czujecie się zachęcone? Ja bardzo, więc próbuję:-)

Pozdrawiam
Edyta z Kubkiem Kawy