"... kierujemy się na ogół tą maksymką, moc radości wzmacniać smutku odrobinką..." Jeremi Przybora

czwartek, 4 lipca 2013

Zeszyt z numerem 38 czyli same pstryki

Ostatnio doba ma tylko 24 godziny, a nie po prostu 24 godziny. Godzina tylko 60 minut, a nie po prostu 60 minut. Ja tylko dwie ręce, a często... wybitnie i mocno... obie lewe:-), więc tylko same pstryki poniżej... A może po prostu sobie nie radzę... hmmm.... No, ale oto pstryki!


















I jedne z naszych, Mamy i moich, ulubionych kwiatów letnich...






Tak, tak, to jest właśnie... Czyż nie piękne zjawisko? Tak delikatne, zwiewne, można rzec, że koronkowe. Natura jest  g e n i a l n a :-) Choć niektóre egzemplarze niespecjalnie jej wychodzą, ach... Mówię, rzecz jasna, o sobie:-), ale to jeden przypadek na tryliony miliardy bilionów tysięcy miliardów i tak dalej... więc można wybaczyć:-) Chociażby za piękno kopru, chociażby za gibkość surykatek, chociażby za soczystość rzodkiewki, chociażby za grrrrrrr kotów, chociażby za czerwień pomidorów, chociażby za merdanie ogonem psa, chociażby za ...

Tygryssa dziękuję za życzenia zdrowia:-) Na razie ciągle chodzimy na zastrzyki, antybiotyk. To znaczy kotto jest noszone, to my chodzimy. Na wszelki wypadek co rano chowa się za kanapy, choć bezskutecznie. A po powrocie przez pół dnia jest ciężko obrażona...

No dobraaaa... wyszły NIEMAL same pstryki:-)

Padam do nóżek i biegnę dalej:-)
W poniedziałek - wtorek - środę (najpóźniej) się będzie loteryjka ogłaszać:-) Zapraszam już dziś:-)
Edyta z Kubkiem Kawy

wtorek, 2 lipca 2013

Poezja w poezji


                                                                                      
                                                                                                               z wiersza "Trema"                                 


--- i jeszcze --- 


"Czwarta nad ranem"

Godzina z nocy na dzień, 
Godzina z boku na bok,
Godzina dla trzydziestoletnich.

Godzina uprzątnięta pod kogutów pianie,
Godzina, kiedy ziemia zapiera nas,
Godzina, kiedy wieje od wygasłych gwiazd.
Godzina a-czy-po-nas-nic-nie-zostanie.

Godzina pusta,
Głucha, czysta,
Dno wszystkich innych godzin.

Nikomu nie jet dobrze o czwartej nad ranem.
Jeśli mrówkom jest dobrze o czwartej nad ranem
- pogratulujmy mrówkom. I niech przyjdzie
piąta, 
o ile mamy dalej żyć.


--- i jeszcze ---


Pewien działacz w Szczebrzeszynie
w jednym się lubuje czynie:
pod księżycem w drugiej kwadrze
ukazuje swe zanadrze
i coś jeszcze - całej gminie.


--- i jeszcze --- 


Tu oddał ducha
Michał Rusinek.
Był to najlepszy
jego uczynek.


-------

Dziś 90-te urodziny Pani Szymborskiej. 

Bajecznej wieczności w ciekawych okolicznościach życzę Pani, Pani Wisławo!

Jakoś nie pasuje mi Pani Szymborska, ze swoimi pasyjkamia, zainteresowaniami, ciekawością świata, lekkością słowa, inteligentnym dowcipem, loteryjkami, durnostojkami, zupą z torebek w wystawnej wazie, obiadkami, kotem w pustym mieszkaniu, limerykami... i całą tą kolorową, a tak ulotną resztą... nie pasuje mi do nieba... Zanudziłaby się na śmierć:-) 

Wszystkie wiersze i twory poetycko - żartobliwe powyżej są oczywiści autorstwa Pani Szymborskiej. Część z tomu "Poezje" (Wydawnictwo Literackie 1989r.),  a ostatnie dwa przyjemne dzieła z "Błysku rewolwru", przeboskiej, radosnej, inteligentnej, cudnej książki. Lektura obowiązkowa ostatnio przed każdym "dobranoc" do kota.  

A jeszcze, a może przede wszystkim!!!, ważna rzecz:-) U Ani całkiem do przodu:-) Zajrzyjcie do niej, odezwała się:-) PRZYJEMNE KLIK:-) Trzymanie kciuków dalej obowiązuje:-) :-) ale widzicie, że pomaga:-)

Przyjemnej porcji poezji dziś życzę
Edyta z Kubkiem Kawy



poniedziałek, 1 lipca 2013

Pan kotek był chory...

lecz nie leżał w łóżeczku, nie przyszedł pan doktor i nie zapytał "jak się masz koteczku?".

Tygryssa Tygrysowicz de domo Sierściuch przeziębiła swój koci pęcherzyk. Chyba wyszły bokiem godziny balkonowych rozmyślań o niebieskich migdałach, obserwacja ptaków i nietoperzy, niezależnie od pory dnia, a zwłaszcza od aury. A na pewno wyszło kocim bokiem późnowieczorne wylegiwanie się na balkonowej podłodze. Kotto już nie najmłodsze, 10 rok idzie i już coś tam może doskwierać. Zmartwiłyśmy się bardzo...
Po dojrzeniu, że coś jest nie tak, w piątek, natychmiast do głowy przyszły mi wszystkie kocie choroby pęcherzowe i nerkowe, a przede wszystkim oczywiście rak... Czasem mi się wydaje, że nasza rodzina ma wykupiony abonament rakowy, zataczający kręgi także na zwierzęta. Poprzednik kotów, Basta, pies rasy bastenneger:-) czyli pół owczarek niemiecki - pół szkocki, odszedł do psiego raju właśnie z powodu raka. Stąd i moja myśl... Na szczęście jednak, uff, uff! to tylko przeziębiony pęcherzyk.
Obawy przed pójściem do weterynarza były spore. Nie tylko z racji wyników przeglądu technicznego kota. Tygrys jest niezwykle lękliwym sierściuszkiem. Myślę, że ma bardziej ptasie niż tygrysie, choć zadziorne i waleczne, serce. Bałyśmy się, jak nam pójdzie ta wyprawa.
Budka wiklinowa do spania i przenoszenia kota została wystawiona z małego przedpokoju do dużego. (Posiadamy dwa przedpokoje, choć jeden jest w głupi sposób "ukradziony" z pokoju, nie wiedzieć po co). Niczego nieświadome Tygrysisko weszło sobie do budki.  Budki, w której normalne koty śpią, a u nas służy jedynie ku ozdobie. Tygrys śpi w... kartonach. Po ciastkach, po paczkach przeróżnych, kosmetykach, po paterze szklanej. A spał także kiedyś po opakowaniu napoju energetyzującego, gdzie na każdym z boków pudła był napis Tiger:-) Czyż nie pięknie się złożyło:-) Tygrysa do budki, ja myk zamykam krateczką, kotto natychmiast pyszczkiem jęło ją wypychać...
Przez całą drogę do weterynarza miauczała okrutnie. Potem zamilkła i zamarła w budce. Weterynarz zaopatrzył mnie, na skutek naszego czarnego PR, jaki zrobiłyśmy Tygrysi, w wielkie, grube, czerwone rękawice. Ja w tych rękawicach do kota... A Tygrynia, no oczywiście nie wyszła sama z budki, no gdzieżby,  siedziała wciśnięta w kącik budki, tyłem do nas... oooo... mały biedny wystraszony kotek... Ale całe badanie, włącznie z oglądaniem podogonia, USG pęcherzyka i nereczek, a także aplikowanie dwóch zastrzyków zniosła GENIALNIE SPOKOJNIE i GRZECZNIE, i DZIELNIE:-) A my ją tak obgadałyśmy, że taki histeryk, że się będzie rzucać... pan doktor rękawice dał... Och...

I pytam teraz, dlaczego zwierzęta nie dostają tabliczki, naklejki czy innych takich z napisem DZIELNY PACJENT, GRZECZNY PACJENT, jak dzieci dostają?


Dlaczego??? Tym bardziej, że i dzisiaj była wizyta u weterynarza i zastrzyki. Tym razem co prawda trzeba  było Tygrynię wyciągać zza kanapy. Zrobiłam błąd taktyczny, wystawiłam budkę do przedpokoju, ale że to się już kotu kojarzy... Idziemy jeszcze w środę. A co potem, zobaczy się:-)

A więc zrobiłam Tygryni plakietkę chwalącą sama.


Nie powiem by cieszył ją fakt bycia przywiązaną do tabliczki:-) więc odbyła się jedynie krótka sesja. Jak ciężko uchwycić takie kocie diable w bezruchu, jak Wy to robicie??? :-)


A zaraz potem Tygrysa dostała w prezencie wstążkę, która też natychmiast znalazła się w pudle do spania, ooo, przepraszam, w sypialni kociej (obecnie - karton po herbatnikach).

I coś z innej beczki... bo to, że niemal ostatnie aniołki Aniowe wyruszyły, a nawet dotarły już, do Właścicielki. Tym razem wyleciały Qsłońcu:-) Tutaj, tuż przed wylotem w, niezbyt daleką, podróżą.


A dzisiaj wyleciał był szal dla Wandzi. Niech pomaga, ile tylko sił w oczkach i słupkach:-)




A dziś ruszam do działań papierniczych, więc niestety w najbliższym czasie czeka Was oglądanie moich chałturek. 
I szykuję też powolutku loteryjkę... 
A teraz pozdrawiam bardzo ciepło 

ps. Wszyscy chwalą się truskawkowymi dziełami i przepisami, niektórzy jednocześnie alkoholizując się:-), więc i ja także:-)
Wczorajsza tarta produkcji mojej Mamy:-) 


Prawda, że jest wrażenie:-) jak to truskawki. A ja mam uczulenie... co oczywiście nie czyni sprawy beznadziejną. Najpierw coś na uczulenie, szklanka wapna, tabletka od bólu brzucha i... do truskawek!!! Oczywiście w granicach rozsądku. Niestety... Grunt, że nie mam uczulenia na pomidory i cebulę. To by mnie zabiło:-( 

Padam do nóżek:-)
Edyta z Kubkiem Kawy