Fabryka Małych Przyjemności na kilka chwil zarzuciła kąt roboczy i z kubkiem kawy przystępuje do czegoś w rodzaju podsumowania. Jak to mówią...
wymianka, wymianka i po wymiance...
A raczej... Niemal po wymiance. Niestety!!!, do czterech wymiankowiczek przesyłki jeszcze nie dotarły. Ogromnie mi przykro z tego powodu. Bardzo. Jednak paczki są w drodze! Przynajmniej, co do trzech z nich, mam taką informację. Można więc powiedzieć, że Mikołaje zadziałały prawidłowo, a zawiodły... renifery. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa i pozytywnych przypuszczeń, przesyłki winny w końcu dotrzeć w poniedziałek. Oby nie zaginęły w przyrodzie. Oby! Trzymam rękę na pulsie, jeśli takie internetowe trzymanie coś daje... Gdyby co... oczywiście wywiążę się z mojej obietnicy przysłania paczki pod choinkę:-)
Uśmiechnęłyście się radośnie na widok efektu mikołajowych poczynań? Tak? Bardzo bym chciała, żeby wszyscy owego mikołajkowego dnia byli naprawdę ucieszeni z tego co otrzymali:-) Oczywiście, pomijam już kwestię przykrej sytuacji opisanej powyżej... A więc? Jest uśmiech na twarzy?
Bardzo bardzo bardzo dziękuję za udział w wymiance. Przyzna, że było to chwilami wyzwanie. Głównie w owej dłuuuuugiej chwili, gdy pisałam posta po losowaniu par Mikołaj - Obdarowany. To taka chwila na dwie kawy i trzy michałki. Kopiowanie adresów, ho ho ho...
Jeszcze raz bardzo dziękuję za udział w wymiance! Bardzo:-)
Wyciągnęłam z Wymianki Pod Patronatem Św. Mikołaja kilka wniosków, bo to moja pierwsze tego typu poczynanie, które zmuszą mnie do modernizacji zasad ewentualnej przyszłej wymianki.
U mnie Mikołajkowo zadziałała się sporo i przyjemnie. Domowy Mikołaj był ogromnie niecierpliwy i jeszcze w... październiku! dał mi książkę:-) A w Mikołajki dostałam, podrzucony na stolik pracowniczy, zestaw: rózga z dodatkiem czekolady. A może czekolada z dodatkiem rózgi? Wolę wierzyć w to drugie:-)
Poza wymianką, o której za sekundkę, dostałam piękne niespodzianki. A nawet niespodziewanki, bo były to całkiem niespodziewane niespodzianki!
Od mojej ulubionej Pani Dyrektor:-) Basi, z 5 Pory Roku, dostała mi się wielka torba z uśmiechniętym Mikołajem, pełna choinek i słodyczy oraz serwetek na otarcie łez radości:-)
Dziękuję Basiu! Naprawdę taaaaka niespodzianka!
Od Kasi - Brujity, która nierozłączna od swojej kociej towarzyszki, przyleciało do mnie coś idealnego, na wytrzęsione gorączką kości-) Ciepły, bordowy kocyk z Mikołajem i reniferem! I jeszcze herbata na rozgrzanie. Jakby Kasia wiedziała, że angina w toku:-) I do tego ulubiona Milka truskawkowo - jogurtowa, na którą się rzucę, gdy tylko wróci mi zmysł smaku. A to jeszcze nie jest koniec paczki...
Brujiciarzu, Ty to potrafisz zaskoczyć:-) Dzięki dzięki bardzo:-)
Mikołajkowo potraktowałam także to, co Gosia - Mini Filcuś, włożyła na plus do paczki z zamówionymi przez mnie u niej filcowymi prezentami pod choinkę. O prezentach oczywiście sza... Choć mój podziw dla działań Gosi jest jak stąd do Marsa! A na plus w paczce był, okrutnie potraktowany przez renifery, Mikołaj czekoladowy. Chłop doszedł potrzaskany w drobny proch, tylko mu się czekoladowe ciałko obijało po cynfoli. Minę miał wklęsłą i dość zgorzkniałą. Paczka była w podobnym stanie... Choć nie dopatrzyłam się jaką miała minę... Dobrze, że rzeczy w niej z filcu i tylko dlatego żyją! Żyły także owe plusy - prezenty od Gosi, coś idealnego na moją ulubioną jesień! W końcu jesień kalendarzowa w toku, a poza tym, kolejna jesień już za rok!
Gosiu, ogromnie dziękuję:-) Muchomorów nigdy dość. A Twoje filcaczki boskie! Mam tylko ogromny problem... Jak tu oddać tak piękne rzeczy w cudze ręce... Ech...
A wymiankowo... :-) :-) :-)
W Wymiance pod Patronatem Św. Mikołaja, przybyło do mnie oto to, od Papierkarnii ze stolicy Wielkopolski.
Papierkarnia napisała mi, przepraszająco, że nie umie pakować prezentów. No też! Każda z rzeczy zapakowana była pieczołowicie w szary papier, przewiązana sznurkiem plus radosna kokardka. Niestety Dział Dokumentacji Fotograficznej Fabryki Małych Przyjemności nie zdołał zrobić zdjęcia zapakowanego prezentu, zajęty był bowiem radosnym rozrywaniem paczuszek!
I tak stałam się szczęśliwą posiadaczką moich pierwszych buttonsów! Także pięknej, na poły szydełkowej kartki, boskiej książki o błyskawicznych robótkach (jaki tam jest wzór na fantastycznego misia!!!) oraz... wiadomo co tygrysy lubią najbardziej... Choć tak w zasadzie to tygrysy lubią wiele rzeczy:-) Ale kubki i filiżanki są, tuż obok książek, na samym czubku trygrysolubienia:-) A owa filiżanka dla miłośników babeczek uplasowała się na czubku czubka tygrysolubienia:-)
Papierkarnio droga! Dziękuję przeserdecznie! Czyli mówiąc po mikołajowemu... HO HO HO:-)
A w ramach pół "służbowej" - pół prywatnej wymianki dostałam także prezent od Rudej S. - Sary. W kopercie przyleciała cała furka torebeczek z papieru z książek. Torebeczki pieczołowicie opisane, zawiązane na małą, złotą kokardkę. Zawierały one w sobie przyjemne, różnorodne, piękne, bardzo bardzo bardzo liczne "cosie". Także niemnożka kanfietaw!
Saro! Bardzo serdecznie i ciepło dziękuję:-) Mój ulubiony... oczywiście dzbanuszek kawy i filiżanka:-)
I na sam koniec taka oto
mała niespodzianka:-)
Gdy zaczęłam pisać posta, w którym ogłaszałam wylosowanych: Mikołajów i Obdarowanych, wymyśliłam sobie także, że wśród osób, które przyślą mi informację o nadaniu paczki lub wysłaniu koperty lub zdjęcie jej zawartości (o co wyraźnie prosiłam w tymże poście) zrobię małe losowanko małej niespodzianki:-) A co! Jak szaleć, to szaleć:-)
Tak więc maszyna losująca poszła w ruch... tj. poprosiłam Mamę by wskazała na liczbę od 1 do 23 (bo tylko tyle osób przysłało maila z informacją o wysyłce) i padło na 18 a więc na... pannę
Psycholog - IC:-)
Adres oczywiście posiadam:-), a mała przyjemnostka w małej przesyłce wyleci w poniedziałek:-) Mam nadzieję, że się spodoba...
I jeszcze...
Dostałam w Mikołajki taki oto anonimowy komentarz, pod postem ogłaszającym Wymiankę pod Patronatem Św. Mikołaja, pisownię cytuję w oryginale, mam wielką nadzieję, że była... zamierzona:-), z pewnością dla wzmocnienia przekazu:-), a więc:
"bez nadzieja muwie to wam ja gelka 123557687698787 ktos przebije mnie".
Hmmm... Nie żalę się, o nie! Jedynie sobie rozmyślam... Jeśli Anonimowej Gelce nie podobał się pomysł wymianki, mogła ona sobie poszukać innej, przyjemnej, obiecującej, ciepłej wymianki okołoświątecznej. Natomiast jeśli Anonimowa Gelka wzięła udział w wymiance i jest ogromnie niezadowolona z jej efektu to jest mi bardzo przykro. Naprawdę. Serio serio. Lepszy efekt przynosi jednak rzeczowy mail lub takiż komentarz, niż wprowadzanie, tym co się muwi, atmosfery bez nadziei i sonczenie jadó:-) Szkoda życia:-) Anonimowa Gelko, głowa do góry, inne wymianki mogą się udać lepiej. I... poczuj święta:-) Życzę udanych prezentów pod choinką:-)
Swoją drogą, bardzo mnie ciekawi, co znaczą owe cyfry, które tak złowieszczo wyglądają? A może to strasznie długa liczba mówiąca na której pozycji beznadziejnych rzeczy znajduje się wymianka? A może tajny kod, który wypowiedziany na głos, sprawi, że zamienię się w żabę. W sumie... wyszło by mi to na dobre:-)
I tym... chciałam napisać, że "optymistycznym" akcentem... Ale w sumie, nieco mnie ubawił ten komentarz. No więc... I tym zabawnym akcentem PADAM DO NÓŻEK i...
poczujmy już święta:-)
Edyta z Kubkiem Kawy
ps. W przyszłym tygodniu pośród strzępków rozsypana zostanie dość szybka loteryjka na świąteczne wieczory... Już zapraszam:-)