"... kierujemy się na ogół tą maksymką, moc radości wzmacniać smutku odrobinką..." Jeremi Przybora

poniedziałek, 16 listopada 2015

Spod nożyczek...

...wychodzą różne kartki. A wszystko zależy nie ode mnie, a od głównego napędu - kolęd i piosenek świątecznych, którymi się doświąteczniam, by kartki się robiły. Bez tego ani rusz! Nie mówię, że zawsze działają najprzedniej, bo nie zawsze to, co wychałturzę ma sens...
Mam to szczęście/nieszczęście, że mało chadzam po sklepach, więc "przemysłowe" przedświąteczne muzykowanie na siłę nie ma szans na uśmiercenie moich uszu. Sama sobie wybiera co, jak i kiedy. I ile! Gdy zapodam sobie piosenkę świąteczną z tysiącem dzwoneczków u sań, jak wczoraj, to ręce same robią...









Tym razem tak jakoś wyszło, że jest i ekologicznie, i kolorowo. 

No i dalej HO HO HO do robót wracam!

Serdeczności na cały tydzień ślę:-)
Edyta z Kubkiem Kawy


czwartek, 12 listopada 2015

To co umknęło


Czasem diabeł ogonem coś przykryje. 
Kiedyś mi się to przydarzyło i przez niezwykle długi kwadrans szukałam swoich okularów. A było to w chwili, w której po raz pierwszy w życiu miałam założone szkła kontaktowe, a okulary... A na okularach siedziałam. Wyszło na to, że nie diabeł je ogonem przykrył, a ja... wiadomo czym. 

Tym razem też nie mogę zwalić na diabelski ogon, a jedynie na swoje roztargnienie. Dziś wysyłając kartki w krótką podróż do miasta Syrenki, kolumny Zygmunta i burd 11-listopadowych, odkryłam, że kilka z nich umknęło przed obiektywem aparatu. Kto wie, może było to słuszne przeoczenie i świat byłby szczęśliwszy bez widoku tych kilku moich kartek. Życie jednak nie składa się z samych przyjemności... 

Jego Śnieżność Bałwan zamknięty w bombkę vel bańkę...





I kilka wersji znanych już kartek w śnieżnej bieli...






Nadrobiwszy publikację tego, co umknęło, umykam do dalszych prac, ciepło pozdrawiając:-)
Edyta z Kubkiem Kawy

środa, 11 listopada 2015

Wpis o bardzo długim tytule, który...

... to tytuł nie chciał się zmieścić w przeznaczonym do tego miejscu, więc jest tu:

Pan Jelonek i jego kuzyni oraz cioteczno-cioteczni 
czyli maksymalnie minimalistyczne kartki, ale nie tylko takie
 oraz
errata obrazkowa do poprzedniego wpisu pt. "Marzą mi się białe święta..."
bo nic nie dało się tam obejrzeć


Poznajcie, proszę, Pana Jelonka.

Przedstawia się w dwóch odsłonach. 
Najsamprzód ortodoksyjny minimalizm... 



... a teraz tenże minimalizm okraszony rozpasanym napisem... 




... a to bliżsi kuzyni Pana Jelonka.
Już w nie tak maksymalnie minimalistycznych okolicznościach kartkowych...






... i dalsi kuzyni, powiedzmy... cioteczno - cioteczni, Pana Jelonka...





... przy okazji, poniżej - kartka od której zaczęło się moje chorągiewkowanie na kartkach.
Przyznam bez bicia, że pierwowzór tej kartki podejrzałam gdzieś w blogosferze, w jakimś małym kursie kartkowym, niestety nie pamiętam gdzie, więc nie mogę podać jej początku, przepraszam. 




... a wszyscy oni, Pan Jelonek i jego kuzyni, a także oczywiście cioteczno - cioteczni mieszkają w zaśnieżonym zimą lesie...


... gdzie teraz, jesienią, szeleszczą pod nogami miliony liści i jeszcze pachnie grzybami...


A teraz zapraszam na
dodatek nie-nadzwyczajny do niniejszego wpisu:

Errata obrazkowa do poprzedniego wpisu pt. "Marzą mi się białe święta..."
 bo nic nie dało się tam obejrzeć 

Poprzedni wpis zawierał w sobie kartki całe w bieli, które - na skutek żenującego poziomu zdolności fotograficznych te słowa piszącej - najzwyklej w świecie były niewidoczne. Ech i jeszcze raz ech! I znowu eeeech... Po krótkiej naradzie z Robiącymi Zdjęcia Lepiej a Nawet Wspaniale wysypałam ponownie białe kartki przed aparat. Efekt oto taki...












... i cały czas marzą mi się białe święta:-)

Pozdrawiam ciepło z pięknie pochmurnego i dżdżystego Goleniowa:-)
Edyta z Kubkiem Kawy


p.s.

PanaJelonkowy temat minimalizmu kontynuując...

"Właściwie wykorzystane minimum wystarczy na wszystko"
Julius Verne