"... kierujemy się na ogół tą maksymką, moc radości wzmacniać smutku odrobinką..." Jeremi Przybora

sobota, 19 grudnia 2015

Aby zakosztować konfitury cytrynowej...

... należy ją sobie najpierw zrobić!

Aby zrobić konfiturę cytrynową należy nabyć 1 kilogram cytryn koniecznie soczystych i o skórkach raczej grubych oraz posiadać 1 szklankę cukru i 1 litr wody. 

Przyznam szczerze, że oryginalny przepis głosi co prawda, iż należy do 1 kilograma cytryn wziąć 1,2 kg cukru, ale wychodzi z tego tak obrzydliwy ulepek, że żadne kubki smakowe nie są w stanie przeżyć zetknięcia z taką konfiturą. Przy produkcji kilku pierwszych partii konfitur (a robię ją kilka razy w roku od kilku dobrych lat) sukcesywnie zmniejszałam ilość cukru. Ostatnio doszłam do wniosku, że i dawkę 1 szklanki, którą zastosowałam ostatnio,  też chyba jeszcze nieco odchudzę. 


Cytryny szorujemy mydłem lub płynem do naczyń przy użyciu szczoteczki przeznaczonej do warzyw i owoców. Solidnie płuczemy. Mycie mydłem brzmi może dziwnie, ale bez obaw, owoce nie nabierają zapachu detergentów. 

Potem sparzamy solidnie wrzątkiem. 

Wkładamy do garnka, zalewamy zimną wodą (winna przykryć owoce, ale odrobinkę mogą wystawać ponad powierzchnię wody) i stawiamy na ogień. Od momentu zagotowania gotujemy na średnim ogniu przez 20 minut. Odcedzamy i zostawiamy na chwilę do lekkiego choć ostudzenia. 

Na dużym talerzu (tak by złapać na nim sok) kroimy cytryny w cienkie paseczki lub niechlujne, acz małe kawałeczki, jak kto lubi - chodzi tu głównie o skórki, bo środek i tak będzie jedną ciapą, z której przy okazji oczywiście usuwamy pestki. Pozostałe wnętrzności, jak miąższ oraz albedo, a także skórki - "przegródki" cytryny pozostawiamy do dalszej obróbki. Reasumując - usuwamy jedynie pestki, cała reszta po pokrojeniu wraca do garnka. 

Pokrojone cytryny wraz z ciapą cytrynową zalewamy w garnku zimną wodą. Odstawiamy na 3 - 4 godziny, przy czym zmieniamy wodę 3 - 4 razy, odcedzając za każdym razem (tak jak makaron, przez dociśniętą  do garnka pokrywkę) i nie przejmując się, że nam coś tam uleci do zlewu. 

W garnku z grubym dnem, takim konfiturowym, przygotowujemy syrop z 1 litra wody i 1 szklanki cukru. Gdy zacznie wrzeć wrzucamy cytryny i do momentu zawrzenia całości gotujemy na dużym ogniu. Potem na najmniejszym możliwym dla robienia przez konfiturę malutkiego bul bul gotujemy przez 2 godziny. Nie ma potrzeby stać przy garnku i ciągle mieszać bowiem jego zawartość jest bardzo bardzo wodnita pierwszego dnia obróbki. Po 2 godzinach wyłączamy. Przez noc pektyny działają na nasze cytryny i czynią ją szklistą oraz gęstą. 

Następnego dnia gotujemy konfiturę na małym ogniu przez 20 - 30 minut ciągle mieszając. Wkładamy do słoiczków i pasteryzujemy. 
Można też, i ja tak czynię, przed owym ponownym smażeniem lekko zblenderować konfiturę. Pozostawiam część skórek nie zmiksowanych, a część staje się bardziej maziowata. 

Z 1 kilograma cytryn uzyskuje się około 4 - 5 małych słoiczków konfitury. Zawsze robię co najmniej z 2 kilogramów, na mniej szkoda zachodu. A i tak zawsze więcej niż połowa wychodzi z domu wraz z przyjaciółmi i znajomymi Królika. 

Konfitura wydaje się bardzo pracochłonna i zawiła w przygotowaniu, ale to tylko pierwsze wrażenie. Też takie miałam kilka lat temu. Teraz jej robienie to pestka. Wszak w zasadzie robi się ją w międzyczasie. Międzyczasie między odkurzaniem, czytaniem książki, lepieniem pierogów, podejmowaniem gości kawą i pierniczkami... 
A smak konfitury jest bajeczny. Cytrynowość 200%!! Delikatność miąższu, lekka cierpkość skórki... mmmm... Idealna na kanapkę z twarogiem, z serem żółtym, na chleb ryżowy, do ciast i ciasteczek przeróżnych... Poezyjka! I jeszcze do pieczenia szarlotki czasem daję kilka łyżeczek. I do lodów śmietankowych... 

Na tej samej zasadzie można zrobić konfiturę pomarańczową i mandarynkową. Za każdym razem najważniejszą pierwszą czynnością jest wybór koniecznie soczystych!!!! owoców. Razu pewnego trafiłam na mączyte i jałowe pomarańcze. I choć smak był ten sam, to jednak konfitura nie była krystaliczna i błyszcząca. A to już nie to samo. 

Oczywiście konfitura nie posiada już żadnych witamin, zwłaszcza witaminy C!, ale cóż... Nikt nie jest doskonały. 

Smacznego! 

Pozdrawiam ze środka nazbyt ciepłego grudnia, bleeeee! 
Edyta z Kubkiem Kawy


p.s. 
Zapakowana w piękny słoiczek idealne na prezent:-)


p.s. 2 
 "Prawdopodobieństwo, że chleb spadnie na dywan 
stroną posmarowaną masłem, 
jest tym większe, im droższy jest dywan."
Henry Kissinger


p.s. 3 


Tygryssa w swoim oknie życia. Miejsce do wygrzewania się nad kaloryferem i w promieniach słońca oraz gabinet zabiegowy w jednym. To tutaj Pacjent Roku 2015 jest dwa razy dziennie poddawany kłuciu w celu podania insuliny. Taki to słodziak, że ma w sobie nazbyt dużo cukru. Jak niektóre konfitury.




15 komentarzy:

  1. Zrobiłaś mi smaczura, ale mieszać mi się nie chce:-)
    Zupełnie nie jestem " mieszatielką' ale to chyba dobrze dla innych:-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ tu nie ma dużo mieszania w garach, to tylko tak wygląda. Nie trzeba być mieszatielką:-)

      Usuń
  2. ależ mi smaka narobiłaś... Teraz nic, tylo twrzyc cytrynowe konfirtury!

    OdpowiedzUsuń
  3. Edytko przepis paluszki lizać, ale ja chciałam bardzo Mikołajowi podziękować, ja nie wiem czy az tak grzeczna byłam bo rumieńce na policzku mam jak dostałam paczuchę z bieguna, same wspaniałości dziękuję!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!jesteś niesamowitą osoba o wielkim sercu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HO HO HO!!!!! Mikołaj widział, że byłaś grzeczna:-)))))

      Usuń
  4. Pachnący post :* narobiłaś mi apetytu i chyba zrobię taką konfiturę :* ściskam

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki, Edytko za przepis! Zapewne po Nowym Roku zrobię takie konfitury, bo teraz przed Świętami na pewno nie będzie na to czasu i miejsca (wszystkie palniki kuchni gazowej zajęte na świąteczne przysmaki!)
    Tygrysia - chora na cukrzycę? Biedulka! A jak znosi te codzienne zastrzyki? I sama jej dajesz? Pokiziaj ją ode mnie:))
    Serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba! Jasne, że zastrzyki robię samodzielnie. Choć pierwszy przypłaciłam potem na całym ciele i palpitacją:-) aż konieczne było reanimowanie się nalewką. Teraz już idzie sprawnie, a i pacjenta nie narzeka:-)

      Usuń
  6. Aż mi się zachciało....
    Do tej pory robiłam tylko pomarańczową , pychotka:) muszę koniecznie spróbować tej cytrynowej :) Ciekawe czy do herbatki była by dobra ?

    OdpowiedzUsuń
  7. Konfitura cytrynowa na żółty ser! Miałabym stosunek doń w stylu Kazimierza z Nieświeża, aczkolwiek brzmi intrygująco. Pomyślę. Tygryssa Szaróweczka dzielna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazimierz z Nieświeża nie zawsze rację ma...

      Usuń
    2. ... i konfitura na ser żółty się sprawdza. Mama Renifer wielbi!

      Usuń
  8. smakowicie zapachniało
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  9. prawie zaśliniłam lapika... brzmi niezmiernie obiecująco, więc pewnie nadejdzie ten dzień, w którym i u mnie na piecu będzie robić bul, bul... na razie zaczęłam znowu słoikować marchewki, bo mi się skończyły (a lubię mieć w zapasie szybką bazę marchewki na gęsto) :))))) Uściski dla Ciebie i Mamusi (resztę też możesz wyściskać, a co mi tam ;)

    OdpowiedzUsuń