"... kierujemy się na ogół tą maksymką, moc radości wzmacniać smutku odrobinką..." Jeremi Przybora

środa, 15 maja 2013

Międzynarodowy Dzień Rodzin

Kalendarz w kuchni - w którym już dawno, oj dawno żadnych świąt - głosi, że mamy Międzynarodowy Dzień Rodzin! Przychodzi mi na myśl NATYCHMIAST niesamowitej lekkości tekst Jeremiego Przybory  i delikatne interwałki Jerzego Wasowskiego a więc...


"Rodzina, rodzina" 

Rodzina! Rodzina! Rodzina, ach, rodzina!
Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest-
lecz kiedy jej ni ma - 
samotnyś jak pies!

Miał willę z ogródkiem - 
miała garaż i auto -
że każdy, co nie ma,
zaraz by mieć chciał to.
I wizję, i fonię, i pralkę, i frak ...
Więc czego, ach, czego, ach, czego mu brak?

Rodziny! Rodziny! Rodziny, ach, rodziny!
Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest -
lecz kiedy jej ni ma - 
samotnyś jak pies!

Pięć lat dostał skutkiem
tej willi z ogródkiem.
Spokojnie mijają
mu w celi czyściutkiej.
Lektura, spacery, wikt niezły ma smak.
Więc czego, ach, czego, ach, czego mu brak?

Rodziny! Rodziny! Rodziny, ach, rodziny!
Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest - 
lecz kiedy jej ni ma - 
samotnyś jak pies!

                                                                                           Jeremi Przybora

Tak dobrze jest mieć rodzinę. Choć bywa z nią różnie. 

Moja rodzina, baaardzo szeroko pojęta, na co dzień bywa (podkreślam, że "bywa" a nie "jest") ... ciężki orzech do zgryzienia. Czasem nawet idealnie pasuje tu zdanie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na fotografii. Jednak to tylko czasami. Te podchody, konspiracje, żale i inne takie:-) :-) Ale to też ma swój smaczek, swój urok. Rodzinny klimacik. I przymykam na te minusiki oko, bo przecież w każdym z nas jest coś co uwiera innych, a nawet doprowadza do białej gorączki, momentami:-) A tak ogólnie, tak dogłębnie, moja rodzina to fantastyczna rodzina. A w czasach kryzysów różnego rodzaju sprawdza się w 100, 200, 300, 400 ... i tak bez końca ... procentach:-) Gdyby nie ona, to ani moja Mama, ani ja, wiele razy nie podołałybyśmy ostatnim sześciu latom:-) 

A moja najbliższa rodzina wygląda tak ...



To jest, wyglądała tak w połowie lat 70tych :-) Znalazłam to niedawno wciśnięte w bardzo poważną książkę i sfotografowałam specjalnie na dzisiejsze święto. Rysunek zachował się nad wyraz dobrze i świeżo, może właśnie dlatego, że przemieszkał niemal 40 lat na regale, w książce. 
Teraz jest nas tylko trójka. A Tato pewnie czyta właśnie dzisiejszą Rzeczpospolitą albo nowy Tygodnik Powszechny. Potrząsa głośno stronami gazet, chociaż teraz to nie są już tak wieeelkie płachty jak kiedyś i już tak pięknie nie szeleszczą. A może przerzucił się na tablet?:-) Albo z rozkładem jazdy w ręku (koniecznie!) zwiedza niebiańskie (a może piekielne? :-)) strony:-) A pewnie trochę jedne, trochę drugie:-) jeśli oczywiście istnieje taka możliwość:-) i jeśli istnieją :-) 
Od tamtych lat nasza rodzina się powiększyła o nowe nabytki z zewnątrz:-) Potem rozmnożyła. Potem i zmalała, i rozerwała się na części. Potem znowu powiększyła o nowe boskie!! nabytki z zewnątrz:-) Po prostu życie:-) A ja nagle, w 36 roku życia, zyskałam brata bliźniaka w 6 lat starszym bracie! Cuda, panie dzieju, cuda! Czyli też - po prostu życie:-) 

A mam też rodzinę, która teoretycznie nie jest rodziną, ale praktycznie JEST! Kilkanaście niezwykle bliskich mi osób:-) bez których musiałabym uczyć się oddychać na nowo. Czasem są blisko, czasem daleko, ale to ważna część każdego dnia. Tak górnolotnie, ale prawdziwie.

I jest, już niestety tylko kilka osób, mojej rodziny Ku Zdrowieniu:-) Choć nie kontaktujemy się ze sobą bardzo często, wiemy, że jesteśmy:-) To Pani Halinka, które ciągle dzielnie walczy i walczy, wulkan optymizmu i "niepoddawaniasię". To Wiola, dwa lata ode mnie starsza, a jednocześnie ponad rok ode mnie młodsza:-) z którą zdarzyło nam się gratulować sobie 1 listopada, że jeszcze nie palą nam świeczek:-) Makabryczne poczucie humoru, możecie powiedzieć, ale taka makabra jest czasem ogromnie potrzebna:-) To Pan Stasiu, pogodny, radosny i zawsze uśmiechnięty, także po przeszczepie. I Paweł, który w hotelu fundacji transplantacji, gdzie mieszkaliśmy z opiekunami przez cały drugi miesiąc po przeszczepie (pierwszy miesiąc w zamknięciu w sali w klinice), niemal codziennie stał nad garnkiem z rosołem, który to garnek na kuchni i czekał "kiedy wreszcie!":-) Mam nadzieję, że wszyscy, których poznałam, a nie wymieniliśmy się telefonami, i jakoś nie składa się przypadkowe spotkanie pod gabinetem w klinice w trakcie kontroli, że SĄ:-) A ci, których nie ma - Viola, Ewelinka, Pani Zosia, Beata, Janusz ... że jest im dobrze, tam gdzie są, że opiekują się swoimi rodzinami, i że dalej z nimi SĄ. 

No i zrobiło się smutno. Przepraszam. A przecież to takie dobre święto:-) 

W Międzynarodowy Dzień Rodziny apeluję: kochajmy rodzinę! Każdą! Rodzinę krwi i genów, rodzinę bliską i niezmiernie daleką, rodzinę duchową. Kochajmy, jaka by ona nie była:-) 
I apeluję też, choć to głupio może zabrzmi, jedzmy razem posiłki:-) To naprawdę wiele daje. Obiad czy kolacja z rodziną, choćby i raz w tygodniu, może być jednym z najprzyjemniejszych momentów. Niekoniecznie oczywiście musi, wiem ... ale może! może! być:-) 
Przepraszam za mentorski ton:-) to naprawdę niechcący. 

Pozdrawiam ciepło całą Rodzinę:-) każdego typu:-) 
Edyta z Kubkiem Kawy



19 komentarzy:

  1. a pamiętasz co miałyśmy zrobić, żebyśmy były w jednej rodzinie:-) ?

    OdpowiedzUsuń
  2. gdybym mogła, to w tej chwili podarowałabym Ci w podziękowaniu piękny bukiet frezji - bo to moje ulubione kwiaty :))
    Dziękuję :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję za kwiaty :-) (też lubię frezje), choć nie wiem za co:-) Domyślam się, że coś z tego co u góry przypadło Ci do serca:-)

      Usuń
  3. To niesamowite, że masz taki rysunek zachowany!!! Fantastyczna pamiatka! Ja nie moge sobie przypomnieć, żebym kiedykolwiek poczyniła podobny, a rysowałam duuużo :-) Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno dużo bazgrałam, ale pozostało bardzo, bardzo niewiele. A najwięcej gdy wpisywałam się cichcem do ... książek mojego Taty:-)

      Usuń
  4. Pamiętam niektóre osoby z praktyk. A to już 6 lat. Co do rysunku, to jakby wczoraj był rysowany. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mam poczucia czasu, ale w tych dywagacjach odnośnie wieku, bliźniakowania i młodszego starszeństwa zupełnie się pogubiłam ;) Buziaki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest bardzo proste:-) Mój brat jest 6 lat starszy ode mnie, ale od niemal 6 lat jestem także jego genetycznym bliźniakiem, bo oddał mi trochę swojego szpiku:-) czyli nie mając tyle samo lat jesteśmy bliźniakami :-) I dlatego też ja mam jednocześnie 42 lata i także moje ulubione niemal 6 lat, bo przeszczep był niemal 6 lat temu. Moja Koleżanka Ku Zdrowieniu - Wiola, jest ode mnie starsza o dwa lata, ale jednocześnie z racji przeszczepu, który miała rok z ogonkiem po mnie, ponad rok ode mnie młodsza. Ot i cała filozofia:-), ale jaka piękna filozofia:-)

      Usuń
  6. Gdybym mogła Cię teraz uściskać to ściskałabym mocno i długo... piękne słowa, piękna historia w nich schowana. Bardzo subtelnie przemycone fragmenty życiorysu... jestem pewna, że gdybyś wydała książkę przeczytałabym ją z zapartym tchem. Pisz więcej - na każdy temat - będę wpadać i chętnie podczytywać. A pod apelem podpisuję się "obiema ręcami":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że treść mojego apelu jest Ci bliska:-) A przemycanie ... jest moją specjalnością:-)

      Usuń
  7. Mojej Przysposobionej Rodzince :-))) życzę w tym dniu i w każdym innym wszystkiego naaaaaj, naj
    ps. nadrabiam bycie-niebycie w blogowej społeczności :-)
    idę dalej czytać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Dziecko Drogie:-) dzięki za życzenia, nawzajem, nawzajem:-) ps. brakowało tu Ciebie przez Twoje wywczasy po rodzinie, o właśnie!

      Usuń
  8. Widzisz! Nie tylko ja doceniam Twój talent pisarski!!! Jak się Ciebie czyta to człowiek sam się do siebie uśmiecha! Ty... i w tym miejscu następują rózne takie epiteciki o naczyniach kuchennych i innych takich:-) :-) :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli wprost mówiąc o poniemieckim czajniku chciałaś napisać:-)

      Usuń
  9. Z rodziną to faktycznie... różnie bywa...
    Nie zawsze można co się chce a czasami nie chce się co można by było...
    Dużo siły Ci życzę i... zdrówka... przede wszystkim zdrówka

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawy kawałek rodzinnej historii :)

    OdpowiedzUsuń