Zanim stało się wielkie BUM!, które jeszcze się nie od-BUM!-nęło, czyli, że nie mogę wstawiać zdjęć tą drogą jak dawniej to czyniłam a także, że i tak są małe-malenieczkie, i że tekst układa się wężykiem, wężykiem:-)i że ustawia się gdzie chce (co widać) ... więc zanim to BUM! chciałam przedstawić kilka moich aniołów (oooo, słyszę, że burza idzie... pierwsza tej wiosny...) z masy solnej. Tylko, jak i wtedy, obawiam się... Bo choć je lubię i to bardzo, i dzięki nim kupiłam sobie kawałek BigShota:-) (co to reszta za zwrot podatku) a i prezenta gwiazdkowe dzięki nim poczynione nie raz, a i od kilku lat pomagają nam często dotrzeć do pierwszego (czy raczej w moim wypadku 25), a i inne takie w ogóle... To mimo mej sympatii do nich wiem, że są przaśne, rzekłabym nieociosane, zdecydowanie niemiastowe... Boję się, że są niedorobione... Nieładne... Choć daję im tyle duszy, ile tylko zdołają w swych anielskich solnych ciałkach pomieścić:-) A ujmując rzecz krótko, boję się - znowu! - zrobić "klik". Ale raz kozie śmierć, a także kobyłka u płota!
--------------------------------------------- Oczywiście chałturki Fabryki Małych Przyjemności zawsze muszą odbywać się pod nadzorem kontrolera z działu KJ. Teraz zresztą też, tym razem jako pion techniczny ds. informatycznych, siedzi obok. Muszę pilnować, pasiaka szudranego, bo znowu zapoda u mnie jakieś "Ogłoszenie drobne"!

Anioł zrobiony i - jako ta siostra Antka (dobrze pamiętam?)- do pieca ...

A po wysuszeniu i polakierowaniu, co wygładza szorstkie linie masy solnej ...

I kilka zbliżeń na Ich Wysokości Aniołowości

Perwszy w kolejce do zapakowania

To część z ostatniego wypustu chałturkowego. Kilkanaście pojechało, i popłynęło, do Norwegii, dwa duże, imienne - kilka ulic dalej na okoliczność bierzmowania. Jakoś w tym roku nie zdarzyło mi się jeszcze robić malutkich, kolorowych aniołków na komunię ... Nawet zapomniałam, że takowe robię. W ubiegłym roku to był maleńki wyścig z czasem, bo prócz komunii, aniołki i do gości weselnych też trafiały wiosną i latem. Lubię moje anioły w wersji dziewczynkowej, z warkoczykami i chłopczykowej, w spodenkach na szelkach. Mimo że kolorowe, ale te akurat bardzo lubię malowane. A w wydaniu wiejskim - sielskim, przaśnym najładniejsze są - o ile w ogóle zasadne jest tutaj to słowo - gdy zupełnie naturalne. (Burza wciąż gdzieś obok, chwilę polało i znowu nic ... a u nas tak sucho i duszno... brrr...) --------------------------------------------------------------------- I - ku końcowi zmierzając - prezentuję postępy z przygotowań do losowania czekoladowej pyszoty:-) Skończyłam kilka nocy temu robić czekoladowy szal. Pierwszy, ten na zdjęciu rozdawajkowym, pojechał sobie w dal, w towarzystwie haftowanych motyli, coby choć trochę pomóc Ani. Oby! Tak więc szal czekoladowy już czeka na swoją Właścicielkę. A ponieważ tak mnie wciągnęła radość brania udziału w candych (liczba mnoga od candy w polskiej wersji?) (choć nie mam w nich szczęścia ... w losowaniach faktycznie nie mam, ale w okolicznościach około-losowaniowych mam:-) mam:-)) i moje oczekiwanie na własne losowania daje tyle radochy, a przede wszystkim, że w miniogoneczku jest więcej niż 13 osób, postanowiłam sprezentować, prócz mlecznej, także białą czekoladę. Prace nad nią w toku, o czym poniższy zdjęciowy raport. Tym razem bez uroczej modelki, a z przystojnym Arturem.

Mam nadzieję, że przypadnie do gustu temu na kogo będzie BĘC w pyszotowym losowaniu.
---------------------------------------------------------------------------
I - już naprawdę na koniec - słów kilka o mojej dzisiejszej przygodzie na rowerze. Duchowej. A jak! W czasie jazdy po kształtną figurę (czyli w moim wykonaniu - w celu oddalenia się od kształtu kuli) oglądałam sobie film na moim ulubionym Kanale z Często Starymi Filmami czyli TCM. A że 50km jadę 95 minut (co daje 1088 spalonych kalorii i czyste na 24 godziny "zadaniowo" sumienie) obejrzałam Franca Capry "Arszenik i stare koronki" czy jak kto woli "Arsenic and Old Lace". Chyba z 44 roku? Czarno - biały. Pierwsze słowo, które zawsze przychodzi mi na myśl przy oglądaniu tej komedii (bo widziałam ją z kilkadziesiąt razy na pewno) to słowo r o z k o s z n a. I oddaje ono idealnie klimat, przedni humor, dowcip słowny i sytuacyjny tego filmu. Rozkoszna. Bohaterki, rozkoszne starsze panie w koroneczkach, z kameami na szyi i koczkami na głowie rozkosznie trują, oczywiście ze współczucia, po kolei, tuzin samotnych panów. Ich rozkosznie chory psychicznie bratanek, uważający się za Roosevelta, rozkosznie, w niezwykle eleganckim stroju ekspedycyjnym, kopie w piwnicy Kanał Panamski, w którym to Kanale rozkoszne staruszki, z tej okazji całe w czerni i z modlitewnikami, chowają ofiary swej empatii. I kolejny bratanek - Mortimer, rozkosznie czarujący Cary Grant w tej roli... ach... w dniu swego ślubu próbuje ogarnąć całość "morderczej" sytuacji, która spadła na niego zupełnie nagle. I pojawia się sadystyczny, strasznie straszny, kolejny z braci itd, itd. Przezabawna, lekka rzecz, ale zupełnie nie płaska, i całkowicie genialna. Same perełki. Starsze panie cały czas cudownie naiwne, ciepłe, miłe, zdziwione oburzeniem zszokowanego bratanka. Zauważają nawet w pewnym momencie, ze zdumieniem i dezaprobatą, że "Mortimer jest dzisiaj jakiś nieswój":-) Powiadam, rozkoszne! ---------------------------------------- A teraz porozkoszuję się popołudniową kawą i burzą. Jednak chyba przyjdzie:-) Pozdrawiam rozkosznie ciepło:-) Edyta z Kubkiem Kawy
Aniołki urocze, tekst jak zwykle świetny i jeszcze biała czekolada!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Anka
No to wpadłam na całego, do Ciebie, oj nie wygonisz mnie, bo ja uwielbiam Arszenik i stare koronki, i wszystkie takie "czekolady", jak Ty robisz, i wszelkie serwetki, koronki, przykurzone cudowności z duszą, tak sobie nazywam :)) A anielice - zawodowe. Podobną anielską "rusałkę" dostałam kiedyś na pożegnanie w pracy :))
OdpowiedzUsuńŚciskam i kicham, bo wszystko kwitnie w koło :) Apsik!
Sylwia:)
Cudne aniołki, a pyszota prezentuje się świetnie:)
OdpowiedzUsuńMam wrażenie, że straszna z Ciebie gaduła ;o)
OdpowiedzUsuńAniołki przecudne!
A filma chyba sobie obejrzę, skoro tak chwalisz...
Jest co prawda późno, ale chociaż na chwilkę chociaż na minutkę jak zwykle zajrzałam....a tu tyle różności i do oglądania, i do czytania. Mimo póżnej pory przeczytałam wszystko ..."od dechy do dechy". Anioły przepiękne, szale przecudnej urody i ta mnogość informacji. Pozwolisz Droga Koleżanko, że jak przyjdę jutro na kawkę - tak, tak :-)) będę jak obiecałam, to sobie to wszystko pooglądam. A teraz uciekam już do łóżeczka. Dobrej nocy Ewa
OdpowiedzUsuńBoskie Anioły... Edytko dziękuję
OdpowiedzUsuńDobrej nocki
Ada
Aniołyszki bierzmowalne cudowne! Dziecka dojrzałe chrześcijańsko powiesiły je na ścianach nad łóżkami i rozkoszują ich urokiem budząc co rano i usypiając wieczorem...Dziękuję Edytko...
OdpowiedzUsuńPychoty cudowne! mam nadzieję, że uda mi się choć raz jeden w życiu mym wygrać w losowaniu...bo w totkach mi nie idzie nic a nic...Jednakże, jeśli z jakiś przyczyn, nie uda mi się stanąć na podium, wtedy poproszę Ciebie o wykonanie - w chwili wolnej - takiej pyszoty for me, za zapłatą:)
Pozdrawiam serdecznie!!!
Wpadłam na chwilkę, bo dopchałam sie do ogólnodostępnego kompa w sanatorium. Okazuje sie, że ludzie w wieku +65 świetnie sobie radzą z internetem i zawsze jest kolejka :) A ja tu jestem jak jakiś rodzynek i jako +40 robię za sensację.
OdpowiedzUsuńA jak juz udało mi sie do Ciebie zajrzeć, to zakochałam sie w Twoich aniołach z różami. W ogóle mam słabość do Aniołów. Po powrocie będę częściej zaglądać. Pozdrowienia z Buska Zdroju.
Ewa
Anioły są piękne. Miałam zaszczyt na własne oczy takie oglądać. :) Pozdrawiam Edytko.
OdpowiedzUsuńAniołki sa przesliczne, takie dopracowane w każdym calu, podziwiam, podziwiam :)i szale piekne i Twoje posty czyta sie ja książkę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
nitus
Edytko Twoje aniołki są cudowne!
OdpowiedzUsuńpiękne te aniołki :)))
OdpowiedzUsuńpozdrawiam ciepło
Rety! Są przepiękne! Zawsze zadziwia mnie to, że z kawałka masy powstają takie cuda, tak dopracowane, jak żywe :)))
OdpowiedzUsuńCudowne aniołki:)
OdpowiedzUsuńŚliczne !!! zapraszam po wyróżnienie :)))
OdpowiedzUsuń;-)))
OdpowiedzUsuńCóż rzec...
ROZKOSZNE są Twoje Anielice... a Anielice to ja uwielbiam... duże, małe, wiszące, stojące... kilka nawet zalega sobie (rozkosznie) u mnie na półkach.. No mam do nich słabość i basta ;-)))
Twoje są piękne i nie w ogóle pojęcia nie mam co mogłoby Ci się w nich nie podobać... Precyzyjnie i z czułością wykonane, z pięknymi kwiatami...Rozkoszne ;-)))
A kontrolę jakości wykonania też przechodzę każdorazowo... Tylko moja jest biało-szara... ;-)))
Pozdrawiam cieplutko Miłego tygodnia życząc
że też nie wpadłam na Ciebie wcześniej! w niedzielę idę na komunię i by mi się przydały takie Piękne Anioły! :) niesamowite są! i widać w nich Serce, które im dajesz :) i jak Ty pięknie piszesz! jak cudnie bawisz się słowami! i moje słowo na dziś to zdecydowanie: rozkosznie! dziękuję :)
OdpowiedzUsuńCuda !,misterna praca, papa !
OdpowiedzUsuńPiękne! i przecudne wprost kwiaty!!!!
OdpowiedzUsuń