"... kierujemy się na ogół tą maksymką, moc radości wzmacniać smutku odrobinką..." Jeremi Przybora

niedziela, 22 września 2013

Koniec pierwszego dnia jesieni...

Jak minął pierwszy dzień jesieni?

Według mnie zdecydowanie za szybko, albowiem:

1. Dwadzieściacztery minuty po północy zrobiłam pierwszy jesienny wpis blogowy:-)

2. Przy porannej kawie wykonałam szybką marszrutę po blogach. A okazji pierwszego dnia jesieni, kawa była ze szczyptą cynamonu.

3. U Sylwii, będącej ostatnio pod przemożnym wpływem muchomorów:-), dojrzałam takie ciasto, że...

4. musiałam je upiec!



Wianek drożdżowy Sylwii wygląda zdecydowanie bardziej pysznie! A moje zdjęcia robione w pośpiechu, bo za plecami stała Mama i Wujowie, i słyszałam tylko "no ukrój wreszcie!".

5. Były też knedle ze śliwkami. To już produkcja Mamy. A akt konsumpcji w wykonaniu Wujów i Mamy. 


Oparłam się. Czy słusznie????????????? 
Moja Mama wypisała sobie, zasłyszaną ostatnio w jednym z programów kulinarnych, myśl.
I  przyszpiliła do drzwi lodówki. 


Więc, czy słusznie??????????? :-)))

6. Pojechałam rowerem do Szczecina i z powrotem, oglądając jednocześnie film dokumentalny o historii Rosji.

7. Kolejny dzień warzyłam powidła śliwkowe. Na starodawny, niespieszny sposób. Sto procent śliwki i nic więcej. 



Jeszcze i teraz robią, tuż obok, powolne, ciche pyk, pyk... I zmieniły barwę na piękny, głęboki... śliwkowy:-)

8. Urobiłam 1 metr bieżący szala.

9. Przeczytałam kilka miłych komentarzy pod pierwszym jesiennym postem. Jedne głosują za jesienią, inne z lekka jej złorzeczą:-) Pierwszym życzę wielu jesiennych pięknych wieczorów deszczowych i rozwianych. A drugim jak najmniej jesiennych smutnych wieczorów deszczowych i rozwianych.

10. Dokonałam losowania zwycięzcy maleńkiej loteryjki z okazji pierwszego dnia jesieni:-) I tak...

Tratatatatatatatatatatatata!!!!!!!!!!!!!!!



Jeśli dobrze nie widać, to napis brzmi:  W MAŁYM DOMKU:-) 

I chciałam jeszcze, za piękne podejście mnie Wisławą Szymborską:-), wysłać podobny albumik, bo z identycznym byłoby trudno chyba, do DEKUPAGEKINII:-) 

Gratuluję:-) I bardzo proszę o adresy na skrzynkę mailową.

I przepraszam tych, do których nie poprowadziła mnie ręką.
Okazje jeszcze będą:-)


Pozdrawiam ciepło, bardzo jesiennie:-)
Edyta z Kubkiem Kawy 


22 komentarze:

  1. Edytko podobają mi się obie złote myśli na Twojej lodówce zawieszone .Zazdroszczę kulinarnych talentów..Prawie,że pachnie u Ciebie na blogu - cóż szkoda,że nie wszystkim Sylwiom po drodze w kuchni..A szczęściarom- gratuluję : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeeee tam, talenty kulinarne. Raz nic nie wychodzi, raz coś wyjdzie:-) Najlepiej, jeśli mowa o talentach kulinarnych, wychodzi mi otwieranie pudełka z ptasim mleczkiem:-)
      Pozdrawiam ciepło:-)

      Usuń
  2. I znowu mam wyrzuty sumienia, że ja tak mało zrobiłam ;))) Jak mawia moja mama, jestem jeden wielki wyrzut ;)))) No dobra, wczoraj uległam namowo mamy i wybrałyśmy się do Ikei, tak się zlazłyśmy, że aż mi się w głowie kręciło. A potem jeszcze na grzyby "musiałam" iść, bo jak tu dzień bez grzybobrania dobrze przeżyć. Oczywiście później musiałam je "obrobić" i dzień z głowy ;) Edziu, Twój wieniec mistrzowski!! A knedliczki - ajajaj!!!!
    Ściskam i taką kartkę na lodówce też sobie przywieszę ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spacer po Ikei bywa bardzo miły, choć i męczący. Chyba się starzeję, bo nie bawią mnie, od dłuższego już czasu, zakupy przeróżne. Wróć! Bawią, ale męczą. Ale jednak Ikea... Ostatnio, tj. od jakichś 4 lat najbliższą mi Ikeą jest ta w Katowicach:-) Niby 600 kilometrów od domu, a blisko. I to raz na rok, gdy jeżdżę na przegląd techniczny.
      A spacer na grzyby! To jest dopiero coś! Na to nigdy nie jestem zmęczona, a wręcz odzyskuję energię. Pamiętam jak jeździliśmy na grzybu, gdy jeszcze pracowałam. Grzybowe towarzystwo podjeżdżało po mnie samochodem do pracy. W ubikacji przeobrażałam się z pańci w stroju nonszalanckim, acz w miarę eleganckim w babę w gumiakach i ciepłych, długich skarpetach na nogawkach:-) Do samochodu, kanapka w rękę i do lasu:-) A zapach suszonych grzybów... A sosik następnego dnia... Mniam. U nas na razie z grzybami bardzo krucho. Może jeszcze się ruszą:-)
      A proszę Mamę napomnieć, i siebie także! Jakże można mówić, że się mało robi, jak u Ciebie tak dużo się dzieje! A poza wszystkim małorobienie jest takie przyjemnie. Ja jestem obciążona genetycznie genem Reksia i ciężko mi przyhamować. Stąd czasem wrażenie, że tyle robię:-) :-)
      Pozdrawiam ciepło i niech żyje (czasami?) napis na lodówce!

      Usuń
    2. Umpa umpa umpa pa pa! Reksiu Kochany :))))

      Usuń
  3. Kocham jesień, jestem dziwolągiem lubiącym deszcz i mrok wieczorów. Widzę że miałaś power'a też chyba lubisz jesień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O... jesień jest boska! I strasznie się cieszę, że też ją lubisz:-) Niech żyje jesień!

      Usuń
  4. o proszę jak pięknie jesień rozpoczęta !
    to motto "lepiej dobrze zjeść..." jest genialne :D:D

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest genialne, prawda:-) ale bardzo staram się tylko czasem do niego stosować:-)

      Usuń
  5. O matko właśnie przeczytałam Twoje komentarze i ...........po prostu się poryczałam.......tyle ciepłych słów .........Kochana dziękuję z całego serca .......chociaż pada deszcz u mnie w domu zaświeciło słońce!!!
    Ściskam mocno i jeszcze raz DZIĘKUJĘ !!!
    p.s Gratuluję szczęściarom,ale przecież ja też jestem szczęściarą :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze do usług:-) A miłe słowa się należały, jak najbardziej:-)
      ps. :-)

      Usuń
  6. 1. Ależ pyszny wieniec :)
    2. Aż ślinka cieknie :)
    3. Za dżemik śliwkowy z samych śliweczek też się zabieram, ale czasu brakuje a i kar przeszkadza - bo smaku nie mam :(
    4. A czytając wcześniejszy komentarz Sylwii i Twój do tego komentarz stwierdzam, że o połowę bliżej (bo z jakieś 320 km) masz sklep Ikea w Gdańsku - Matarnii.
    5. Ja tam właśnie bywam i przy tym tak się schodzę, że aż w głowie mi się kręci
    6. Jeden dzień (z powodu paskudnego przeziębienia) mnie nie było u ciebie, a tu kolejna z Twojej strony rozdawajka mnie ominęła :(
    7. A ja nadal nie pokazałam u mnie na blogu co też pięknego u Ciebie wygrałam :( w związku z czym:
    8. Po łapach mi dać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ się pięknie w punktach rozpisałaś:-) jak plan rozprawki na język polski!
      Moje wizyty w Ikei w Katowicach, a nie gdzieś bliżej (bo jeszcze bliżej niż Gdańsk, mam Poznań), są z racji wyjazdów do kliniki do Katowic. Jakoś tak specjalnie jechać do Ikei nie mam okazji, a i kasy. A może przede wszystkim kasy, a potem dopiero okazji:-)
      A powidłom moim katar nie szkodzi. One się tylko wolniutko pyrczą, bez cukrów i innych, i po gęstości i kolorze poznaję, że to właśnie już:-)
      A loteryjki jeszcze będą, na pewno wcześniej czy później, jeszcze się uda:-)
      Dużo zdrowia życzę!!!!!! Katarom i przeziębieniom mówimy stanowcze NIE!

      Usuń
  7. Wczoraj zdobiłam albumy weselne:-)
    Zero leżenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo... jestem ich ciekawa.
      A właśnie Tobie, Basiu, może chwilka leżenia by się przydała? Choć tak naprawdę odpoczywa się przy tym, co się lubi:-)

      Usuń
  8. Wianek drożdżowy i mnie zachwycił - aż ślinka cieknie:) Ależ się napracowałaś - kiedy Ty na to wszystko znajdujesz czas:) Pozdrawiam gorąco:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to był właśnie jeden z bardziej leniwych dni. Naprawdę. Stąd to szydełkowanie, w ramach leniuchowania. Bo powidła to się praktycznie same przecież robią:-)
      Pozdrawiam ciepło:-)

      Usuń
  9. Najbardziej zaintrygował mnie p 6...
    Jak udało Ci się jadąc na rowerze oglądać film... i to jeszcze dokumentalny?? ;-)))
    Punkt 2 odkryłam o poranku i bardzo baaardzo ucieszyły mnie Twoje słowa..
    Sama też zdążyłam jesienny post napisać i to chyba 3dni temu... ale konsekwentnie chciałam do jesieni dotrwać ;-)))
    Przegraną albo raczej NIEwygraną oczywiście opłakuję ale... noszę w sercu pocieszenie :D :D :D
    Nikomu nie przyznam się jakie - bo też by chcieli :D:D:D
    Ten wieniec przepysznie wygląda... jak zresztą wszystko co pichcisz a knedelków ze śliwkami to by sem ja zjadła... ojj zjadła bym sem ;-)))
    Noo... buziaki zsyłam - jesienne już nareszcie (dla Ciebie) i do pracy wracam ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, widziałam jesień u Ciebie:-) kasztanki, dziką różę, grzybową kartkę!
      A NIEwygranej nie musisz opłakiwać:-) Już ja się o to postaram:-)
      Punkt 6 tylko pozornie brzmi intrygująco! Bo ja sobie na rowerze stacjonarnym jeżdżę. Latem to i owszem, chętnie, po bezdrożach i drogach, ale teraz to mój nadzorca (czyt.: Mama) zabiłby mnie, gdybym tylko wspomniała:-) A bo się przeziębisz, a bo kleszcze (no bo dla mnie to fatalnie by było), a bo deszcz... jak nad jakim jajem:-) Efekt uboczny choroby. Ot! i cała tajemnica punktu 6:-)
      Pozdrowienia i serdeczności wielkie jak stąd do... tam gdzie jesteś:-)

      Usuń
  10. I po raz kolejny okazało się,że jesień jest cudna!

    OdpowiedzUsuń